#mgxEF

W ramach zemsty wpisywałam numer telefonu dziewczyny, która zniszczyła mi życie, na stronach typu „Wygrałeś iPhone’a! Podaj swój numer, a odezwiemy się!”, które czasem samoistnie się wyświetlają.
Nie żałuję.
Kuudere Odpowiedz

Jesteś złym człowiekiem.
Uwielbiam Cię.

Realistice Odpowiedz

Dzięki Tobie znalazłem praktyczne zastosowanie tych reklam! Wielkie dzięki mistrzyni zemsty

Zobacz więcej komentarzy (8)

#LsUyN

Mój szef to straszny sknera. Potrafi przy minusowych temperaturach na weekend "w ramach oszczędności" wyłączyć nam ogrzewanie w całym biurze. Potem przez kilka dni wszystko musi się znowu nagrzewać i ciepło mamy dopiero w połowie tygodnia.

Jednak nie wie o tym, że w toalecie nie ma normalnego kaloryfera, tylko elektryczny, i regularnie łażę "do kibla" się dogrzać, nabijając mu rachunek za prąd :D
wyrafinowana Odpowiedz

na to są paragrafy i srogie kary dla pracodawców, polecam poczytać

RickForrester Odpowiedz

Pierwszy i najważniejszy obowiązek pracodawcy: Zapewnić higieniczne i bezpieczne środowisko i warunki pracy.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#jN0Vv

Będzie krótko.
Rodzice są po rozwodzie 2 miesiące, mój ojciec ma już dziecko, które ma... 4 miesiące. Nikt nie wiedział, że ma dziecko, dowiedzieliśmy się niedawno, z tydzień temu.
Teraz ojciec chce połączyć rodziny.

Mam nadzieję, że śnię, a to wszystko to tylko jakiś kabaret.
Charlene Odpowiedz

Ale jak...połączyć? Co on harem chce założyć?

Odpowiedzi (1)
healthandsafety Odpowiedz

Sprytny ojciec, ukryl zdrade by nie bylo rozwodu z jego winy.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#EqtfE

Czytałam dużo wyznań na temat oprawców w szkole i nauczycielach mających to gdzieś, dlatego opowiem swój własny przykład.

Do mojej klasy chodzi chłopak, który chorował w wieku 5 lat na białaczkę. Na początku gdy do nas przyszedł (chodzimy z nim od 1 klasy podstawówki, czyli 7 lat) był troszkę większy, a rodzice nam tłumaczyli, że to po chemioterapii - wiadomo, nikomu nie przeszkadzała jego waga i nikt się z niego nie naśmiewał. Chłopak jest z rodziny patologicznej, jego rodzice pili, matka na początku września zapiła się na śmierć, a nim i jego siostrą zajmuje się babcia. Przykre, wiadomo. Ale wszyscy wiedzieli, jaka jest sytuacja, a nikt nic z tym nie zrobił.

Zawsze jednak gdy chłopaki coś nabroili, on był ofiarą, a oni oprawcami. Do tej pory, gdy podczas szarpaniny (zainicjowanej przez niego) uderzy się gdzieś - wyzywa nas od kurw niemyślących, a nikt nie reaguje, bo my będziemy mieli kłopoty.
Chłopak jest agresywny oraz niezbyt inteligentny. Gdy się zdenerwuje, potrafi podejść do dziewczyny i dać jej z „piąchy” (do chłopaków nie podchodzi, bo wie, że dostanie 4 razy mocniej).

Raz moi rodzice zostali wezwani do szkoły, ponieważ zdecydowałam się mu oddać, i to mocniej. Na szczęście wszyscy bronili mnie i nie odniosłam żadnych konsekwencji oprócz straconych nerwów.

Ostatnio zamknęłam się w szkolnym kiblu (historia na inne wyznanie). Siedziałam dobre 20 minut, woźna powiedziała „że jak się sama zamknęłam, to mam sama wyjść”. Koniec końców koleżanki (po odczytaniu wiadomości na messengerze) przybiegły mi z pomocą i pomagały mi przełazić przez murek (jestem za niska, żeby przejść sama, a w dodatku jestem przed operacją stawu skokowego).

Po jakimś czasie chłopak nie mógł wyjść z toalety, ponieważ inny kolega oparł się o drzwi toalety. Siedział w tej toalecie 30 sekund i w tym czasie zdołał rozwalić sobie okulary, bo miał napad agresji.
Gdy pedagog przyszła do nas w tej sprawie, powiedziała, że wszyscy mamy przeprosić jej słoneczko (tak na niego mówi), bo nikt z nas nie wie, jak to jest być zamkniętym. Gdy zaczęłam się uśmiechać pod nosem ze swojej sytuacji sprzed kilku dni, zostałam zwyzywana.
Nie pozostałam dłużna i odpowiedziałam jej z pełną kulturą. Tak się zawstydziła, że nie raczyła mi odpowiedzieć.

Sytuacji z chłopakiem jest wiele. Ma napady agresji, ale nikt z nim nie pójdzie do psychologa. Co do wagi - mówi, że ma otyłość genetyczną i spowodowaną przez chemię, a jednocześnie wpierdala na jednej przerwie trzy paczki czipsów (nie przesadzam).
Czekam tylko na kolejne sytuacje, które zajmą nam godzinę wychowawczą, bo ich przebieg zawsze jest ten sam.
OPeruit Odpowiedz

Nie rozumiem takiego nastawienia. Szkoda, że pochodzi z patologicznej rodziny, dzieciństwo wśród rodziców pewnie miał trudne, ale to wciąż dziecko, trzeba je wychować, a nie dać samowolkę, bo takie biedne ono jest. Nauczyć szacunku do innych i bardziej pilnować (może patologie zabrało ze sobą z domu i może się irracjonalnie zachowywać). W taki sposób wychowany przez pedagoga wyrośnie najprawdopodobniej na kolejnego pijaka, no bo przecież nikt mu niczego nigdy nie zabrania, a to wszystko przez tą chemię

ElPalmer Odpowiedz

A może rodzice mogliby zgłosić przemoc i bierność wobec niej do wyższych instancji edukacyjnych?

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#2VEDv

Historia z wczesnego dzieciństwa, kiedy jeszcze byłam jedynaczką.
W przedszkolu, jak co roku, był organizowany Dzień Babci. Każde dziecko robiło coś od siebie - naszyjniki, portrety.
Wszystkie koleżanki chwaliły się, że ich babcie przyjadą. U mnie było inaczej - obydwie mieszkały daleko i nie miały jak przyjechać. Pamiętam, że próbowałam namówić rodziców, żeby zostać w domu, ale to nie było możliwe, gdyż oboje pracowali w tym czasie do wieczora.

Nadszedł ten wyczekiwany dzień - stoliki pięknie zastawione słodkościami i „prezentami” dla babć. Zaczęli się wszyscy schodzić. Ja, z racji, że nie wiedziałam co ze sobą zrobić, zaczęłam się bawić zabawkami. Trochę zgłodniałam, więc postanowiłam sobie pójść po jedno ciasteczko ze stołu. Kiedy już je wzięłam, podeszła do mnie nowa przedszkolanka i powiedziała:
- Przykro mi, ale nie możesz zjeść nic z tego stołu, bo nie ma twojej babci.

Możecie sobie wyobrazić, jak się czuje kilkuletnie dziecko po takim „tekście”. Oczywiście popłakałam się i wybiegłam do przedsionka sali.
Wtem przyszła pani dyrektor przedszkola i zapytała się czemu płaczę. Opowiedziałam jej historię, a ona wypowiedziała najpiękniejsze zdanie:
- Chodź, pójdziemy razem. Dzisiaj ja będę twoją babcią.

Z tego co wiem, nowa przedszkolanka została niedługo później zwolniona.
Jednak to wspomnienie pani dyrektor zostanie mi do końca życia.
mlody123 Odpowiedz

Zachowanie pani dyrektor bardzo mi się spodobało, oby było więcej takich ludzi ;)

rosallie1241 Odpowiedz

Pani dyrektor po prostu ma podejście do dzieci w przeciwieństwie do przedszkolanki :)

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (20)

#637Du

Tę historię znam od babci, opowiada ją co roku podczas Wigilii.

Działo się to w czasach, kiedy moja mama była jeszcze nastolatką. Moja rodzina zawsze organizowała huczne Wigilie, w myśl zasady "zastaw się, a postaw się". Wiadomo, jak to było za komuny, więc ta wystawna Wigilia, w tamtym akurat roku, ograniczała się do zaproszenia wszystkich dzieci (mama jest najmłodsza, najstarsza miała już wtedy męża) przez babcię i dodatkowo jakiegoś jej kuzyna z żoną (dajmy na to Mietka).
Punktem kulminacyjnym miało być wielkie wejście kuzyna Mietka w stroju Mikołaja.

Po kolacji dziadek postawił butelkę wódki na stół i po kilku seriach kuzyn Mietek udał się na stronę. Wszyscy wiedzieli, że idzie się przebrać. Po chwili zabrzmiał dźwięk mikołajkowego dzwonka i do domu wszedł Mikołaj, miał worek, rózgę, no full wypas. Zanim rozdał prezenty, wskazał palcem na mojego wuja (męża najstarszej siostry mamy) i zdzielił go rózgą, po czym wziął stojącą na stole wódkę i wyszedł.
Wszyscy w szoku, co ten Mietek odwalił. A prawda była taka, że Mietek smacznie spał w pokoju obok, bo wódka weszła za bardzo.

Koniec końców do dziś nikt nie wie, kim był ten facet, który udawał Mietka, który udawał Mikołaja, a moja rodzina od tamtej pory wie już, że drzwi od domu należy bezwzględnie zamykać na klucz.
Anonwho Odpowiedz

Z jednej strony zabawna sytuacja, ale z drugiej lekko to przerażające.

LaczkiZDupy Odpowiedz

Może to był ten prawdziwy Mikołaj?

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#rSDQy

Studiuję pielęgniarstwo i odbywam praktyki w jednym ze szpitali wojewódzkich. Przez jakiś czas miałam dyżury na pediatrii i to co tam zobaczyłam po prostu mnie załamało.
 
Coraz więcej dzieci trafia do szpitala z chorobą, na którą teoretycznie nie powinny zapaść lub którą powinny łagodnie przechodzić. Powód - moda na nieszczepienie dzieci. Pewnie podniesie się wielkie larmo, że szczepienia szkodzą, bo mój siostrzeniec, syn koleżanki czy córka wujka mojego szwagra od strony sąsiada miała po tym powikłania.

Jeżeli szczepi się zdrowe dziecko, to nic się nie stanie. Czasami mam ochotę wziąć tych wszystkich rodziców antyszczepionkowców i pokazać im dziecko z krztuścem, które dusi się i ładują w niego hektolitry leków.

Niektórzy twierdzą, że to ich sprawa, czy dziecko zachoruje czy też nie. No nie do końca, bo to dziecko ma kontakt z innymi dziećmi w przedszkolu czy szkole i może przenosić te choroby. Obawiam się, że za kilkanaście lat będziemy mieli epidemie chorób, na które mamy szczepionki.
Dla nieszczepionego dziecka zwykła ospa wietrzna może się skończyć zapaleniem opon mózgowych. A jeśli kogoś to nie przekonuje, to gwarantuję, że po lekach jakie władujemy w dzieciaka, żeby go odratować, powikłania są gwarantowane.
Hmmmmmm Odpowiedz

z epidemią to prawda
we Wloszech zeby dziecko przyjecli dk przedszkola czy szkoly trzeba juz przedstawic ksiazeczke szczepien, mieli z tymi matkami taki problem, ze musieli sie do tego uciec bo dzieci im nie chorowaly juz nawet, one im umieraly i to na bardzo duza skale

Odpowiedzi (2)
marmoladka555 Odpowiedz

aż mi się przypomniał mem: Ośrodek badań nad szczepionkami - 200lat badań i rozwoju
Ośrodek badań anty-szczepionkowców - 200minut intensywnego przeglądania sieci xD

Zobacz więcej komentarzy (10)

#zVGAk

Mieszkam na przeciętnym dresiarskim osiedlu. Wśród Sebastianów panują różne profesje - głównie dilerka i kradzieże radiów samochodowych. Nie są to już jednak lata 90. i większość z nich dorobiło się na tyle, że auta se kupiło - beemki, merce i tymże podobne marki.

Jeden z nich, znany z licznych biznesów i najbogatszy, ma mercedesa za ponad 220 tysięcy. Ostatnio ktoś zawinął mu radio, z czego chichrali wszyscy - ktoś, kto ukradł setki radiów sam stracił i szybę, i radio. Ale najlepsze jest to, że on potem zawalił radio z innego wozu. Zamiast iść na policję czy kupić sobie nowe, ten kretyn ukradł radio...

Jak widać, Seba z dresu wyjdzie w garnitur, ale dresiarstwo z Seby nigdy.
Czerwonooka Odpowiedz

Oko za oko, radio za radio!

Kuudere Odpowiedz

Bo Sebą się jest, a nie tylko bywa.

Zobacz więcej komentarzy (7)

#ki17X

Od wielu lat moja rodzina przygarnia bezpańskie zwierzęta z ulicy. Psy też bywały, ale najwięcej u nas było i nadal jest jednak kotów. Nie mogę nawet zliczyć ile to takich pociesznych mordek zawitało do naszych drzwi. Wszystkie kochaliśmy, trzymaliśmy w domu, opiekowaliśmy się, wyjeżdżaliśmy kontrolnie do weterynarza. Niby wszystko okej, prawda? Nie. Koty nam giną. Znikają. Kompletnie nie wiemy, co z nimi się dzieje. Nikt ich nie przygarnął, bo chodzę zawsze po ulicach, zamieszczam posty na FB, czy nie widzieli kota. NIGDY nikt nam kota nie zabrał. NIKT się do nas nie zgłaszał. Co gorsza, MOJE KOTY UMIERAJĄ, BO JAKIŚ KRETYN PODAJE IM TRUTKI. Tak, dobrze czytacie. TRUTKI NA MYSZY.

Dowiedziałam się, kto za tym stoi. Mój pocieszny sąsiad. Ojciec dwójki dzieci. Znajomy mojego taty. Taki "dobry" mąż i tatuś. Nie. No właśnie nie.
- Wiele razy zdarzało się, że wszystkie koty na ulicy były otrute. Wszystkie oprócz kota tego oto gbura.
- Lubi dokarmiać MOJE koty i SĄSIADÓW koty. A potem magicznie wymiera połowa kotów z okolicy.
- Raz POSTRZELIŁ PSA. WIATRÓWKĄ. Jego wytłumaczenie? "Przepraszam, myślałem, że to kot!".

Nie, nikt nic z tym nie zrobił. Wszyscy siedzą cicho. A ja też nic z tym zrobić nie mogę. Bo mam mniej niż 14 lat. Na policję nie pójdę, do sądu go nie pozwę.

Do sierpnia tego roku mieliśmy potulną kotkę. Zniknęła. Ciekawe czemu. I teraz najlepsze. Jeden z moich kotów jest w ciężkim stanie. Jedziemy do weterynarza.
- Wygląda na to, że państwa kot został mocno kopnięty.


Łeb mu ukręcę, jak będę miała okazję. Bez chwili zastanowienia to zrobię.
Jeszcze beknie za to. Prędzej czy później.
Nienawidzę go.
Lumen Odpowiedz

Za znęcanie się nad zwierzętami jest paragraf. Skoro całą rodziną opiekujecie się tymi zwierzętami to możesz zrobić bardzo dużo. Zacznij od rozmowy z rodziną albo z kimś innym. Skoro potrafi zrobić coś takiego zwierzakom to i rodzinie się dostaje.

Odpowiedzi (1)
Muazombie Odpowiedz

Nawet 13 latka może zgłosić że sąsiad strzela do zwierząt z wiatrówki i rozprowadza po okolicy truciznę. Możesz podać weta jako świadka że koty są trute, i jeśli wiesz kto był przy rozmowie o wiatrowce w której przyznał się że myślał że to kot to może to jest to kolejny dowód. Rób też zdjęcia i nagraj go. Albo podrzuć jemu jedzenie z trutka, jak znajdą u niego jej pokłady to pójdzie że rodzina albo sam się otrul.

Zobacz więcej komentarzy (31)

#z23eo

Jedno z moich najgorszych przeżyć?

Kilka lat temu, lato, upał niemiłosierny, podjeżdżam do krzyżówki w centrum miasta i staję przed pasami.
W pewnym momencie przez otwartą szybę od strony pasażera do mego auta wleciał gołąb! Problem w tym, że szyba od strony kierowcy była zamknięta...

I teraz wyobraźcie sobie taką sytuację: tłum ludzi na pasach, ja wrzeszcząca w aucie i walcząca z oszalałym ze strachu i szamoczącym się po aucie ptakiem, który mnie (dosłownie!) co chwilę obsrywa.
Zanim zdołałam odpiąć pasy i wylecieć na ulicę, byłam cała czerwona na twarzy, rozczochrana i zasrana.
Widok chyba niekiepski, bo swoje zażenowanie i rechot ludzi pamiętam do dziś.
lopatka00 Odpowiedz

W sumie chciałabym to zobaczyć... :D

Odpowiedzi (1)
Lemon00 Odpowiedz

Wypełnij kupon w lotka :-D

Zobacz więcej komentarzy (7)
Książka Anonimowe Dodaj anonimowe wyznanie