#WeEnJ

Moja komórka od jakiegoś czasu się zacina. Ogólnie wszystko funkcjonuje jak należy, ale od czasu do czasu się zawiesi. I właśnie w miniony wieczór, gdy ustawiałam budzik, zaciął się. Próbując go odblokować, uruchomiłam niechcący jakieś aplikacje, ale nic nie wskórałam, więc machnęłam ręką i poszłam spać - mama mnie obudzi.

W środku nocy bardzo zachciało mi się pić, więc poszłam po ciemku i na paluszkach do kuchni, żeby nikogo nie obudzić, i wróciłam do pokoju. Po cichu zamknęłam drzwi i po zrobieniu kilku kroków uderzyłam małym palcem w róg komody! Chcąc dać po cichu ujście mojemu bólowi, syknęłam prawie bezgłośne "kurrrr...". I... nagle usłyszałam za sobą głos, który mówił głośne i przerażające "Nie słyszę co mówisz".
To było Google wyszukiwanie głosowe... Telefon postanowił się odblokować. Eh.
arizona24 Odpowiedz

Najmniejszy palec u stopy służy do sprawdzenia czy wszystkie meble znajdują się na swoim miejscu.

Odpowiedzi (1)
Ruda93Pat Odpowiedz

Ostatnio na wykładzie mojej koleżance włączyło się rozpoznawanie głosowe... Babka prowadzi wykład, a tu nagle NIE SŁYSZĘ CO MÓWISZ.. Babka zdezorientowana mówi: dobrze będę mówić głośniej... XD

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#qpVqf

Mój tata właśnie wrócił ze szpitala po tygodniowym pobycie, i jako że mieszkam tylko z nim, cały czas byłam zawieszona między domem, oddziałem i szkołą. Starałam się, żeby ojczulkowi niczego nie brakowało: przynosiłam dobre jedzenie, czyste ubrania, siedziałam z nim tak długo jak tylko mogłam.

Byłam z siebie bardzo dumna, do momentu, w którym usłyszałam, jak tata rozmawia przez telefon z siostrą i żali się, "Że przez cały tydzień nikt u niego nie był, no może córka raz wpadła, ale i tak był samotny i wszystko musiał robić sam".

Teraz jest mi zwyczajnie przykro.
JestemNumeremCztery Odpowiedz

Współczuję. Jak byłam mała, mama kupowała mi rzeczy z ciucholandu, a ja je zawsze nosiłam nawet jak mi się nie podobały, bo nie mieliśmy pieniędzy. Nigdy nie protestowałam ani też nie wstydziłam się, że noszę takie ciuchy. Któregoś dnia będąc u ciotki na herbatce, matka żaliła się jej, że ja nie chcę nosić ubrań z lumpa. Za dobra byłam, nie sprawiałam kłopotów, to sama je wymyślała -.-

Odpowiedzi (3)
kalamala Odpowiedz

Smutne, że rodzice każą sobie nie wiadomo jak dziękować za byle co, a naszych poświęceń nie dostrzegają

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#Xmmvy

Urodziłem się na obrzeżach stolicy i będzie to krótka historia mojego życia.

W wieku 15 lat ukradłem pierwszy samochód, były to lata 80.-90., więc samochody wtedy kradło się banalnie znając zabezpieczenia. Po pierwszym był następny i następny, wszystko na zlecenie "iskry" z dziupli, gdzie owe samochody w ciągu ułamka sekundy, a może dwóch dni, rozpływały  się sprzedane na części.
 
W domu się nie przelewało, ojciec wyjechał za chlebem, ale zerwał kontakt z rodziną po roku. Matka została sama z synem i lubością do wszystkich używek dostępnych legalnie, dzięki którym straciła pracę i kontakty z rodziną. A ja kradłem. Byłem w tym niesamowicie dobry, a dreszcz emocji był jak narkotyk. Za każdą furę dostawałem kasę, aż w wieku 22 lat przyłapany na gorącym uczynku postanowiłem uciekać. Udało mi się zgubić policję. Auto porzuciłem przy lesie, w którym przez tydzień się ukrywałem. Po tym czasie wziąłem wszystkie pieniądze, które odłożyłem i wyjechałem. Najpierw do Niemiec, potem nielegalnie przebywałem w USA, by osiąść na stałe w Irlandii.

Teraz mam żonę i dziecko, a następne w drodze. Anonimowe jest to, że pracuje tu jako policjant, a o mojej przeszłości nie wie nikt i będąc dziś tu gdzie jestem nie żałuję ani jednego golfa, mercedesa, Toyoty Subaru czy BMW, które ukradłem, dzięki temu wyrwałem się z Polski, gdzie czekałaby mnie przyszłość kryminalisty, który w jedyny znany sobie sposób zarabiał na życie.
Luzaq Odpowiedz

Piękna historia. Ludzie którym ukradles samochody na pewno też się cieszą, że wyszedłes na ludzi.

Odpowiedzi (1)
fatamy Odpowiedz

Super,ze niczego nie zalujesz. Moze i Tobie kiedys ktos ukradnie to,co masz najcenniejszego i na co ciezko pracowales pol zycia. I oby tego nie zalowal.

Zobacz więcej komentarzy (27)

#OmA2T

Nie jest to może idealne wyznanie na tą stronę, ale czytając wpisy o depresji myślę, że powinnam coś napisać.
Jestem dorosłą wykształconą osobą ze świetną pracą i gronem znajomych, podróżuję, bawię się.

Ale 1,5 roku temu było inaczej, miałam beznadziejną robotę poniżej moich kwalifikacji. Zerwany kontakt niemal ze wszystkimi znajomymi. Gdy byłam sama, wybuchałam płaczem bez powodu. Spałam naście godzin dziennie. W pracy i przed współlokatorami grałam wesolutką osobę. Codziennie rano nienawidziłam faktu, że znów się obudziłam. Miałam, żal do ludzi że mnie zostawili (a to ja nieświadomie ich odsunęłam, nie da się pomóc pomóc kto tego nie chce, a oni nie byli jasnowidzami). Byłam w letargu, tylko poczucie obowiązku sprawiało, że pracowałam.

Aż podczas jednego spaceru uświadomiłam sobie, że mam w głowie dokładny plan na samobójstwo, taki w którym nikt nie zdąży mnie odratować... I przestraszyłam się.
Resztka odruchu samozachowawczego zadziałała. Zrobiłam najlepszą rzecz w życiu. Zadzwoniłam do przychodni zdrowia psychicznego i zapisałam się do psychiatry.

Rok brałam leki. Po 3 miesiącach leczenia, zrozumiałam jak długo rozwijała się choroba (kilka lat) i jak lepiej można się czuć. Po 8 miesiącach nie rozumiałam jak mogłam tak żyć. Przez ten rok zdążyłam się przeprowadzić, zdobyć wymarzoną pracę i odzyskać znajomych. A i po jakimś czasie miałam siłę na pracę z psychologiem.
Teraz jestem naprawdę szczęśliwa.

Ale też ostrożna obserwuję siebie, uczę się rozróżniać gorszy dzień od depresji. Wiem, że może ona powrócić, ale ja wiem jak z nią walczyć więc się nie boję.
I powiem wam, że dobrze dobrane psychotropy nie otumaniają, nie zerują uczuć, pomagają, choć nie z dnia na dzień. Mi z początku strasznie zasychało po nich w ustach, ale przeszło z czasem. Nie raz właśnie od nich trzeba zacząć, by mieć siłę na psychologa (mądry psycholog to potwierdzi).
Pójście do psychiatry było najlepszą decyzją w moim życiu! Życzę podjęcia podobnej każdemu kto tego potrzebuje!

Mamy 21 wiek psychiatra to żaden wstyd, a choroba psychiczna nie równa się byciu wariatem.
Psychiatra jest na NFZ bez skierowania.
Nikt nie musi wiedzieć, że tam idziesz. Tylko przyjaciołom powiedziałam po fakcie.
Jeśli pójdziesz nikt nie zmusi cię do leczenia, którego sobie nie życzysz, ostatecznie to ty decydujesz.
Nie traćcie więcej czasu. Życie jest zbyt piękne, by was omijać!
Andrzejty Odpowiedz

Bardzo pozytywne zakończenie. Ja bym jeszcze dodał, że wizyta u psychologa to też coś normalnego, ale czasem ludzie boją się iść ze względu na to "co ludzie powiedzą", a czasami może pomóc rozwiązać problemy zanim przerodzą się w coś poważniejszego, jak na przykład depresja.

Odpowiedzi (1)
magee Odpowiedz

Naprawdę do psychiatry można się udać bez skierowania?

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (16)

#QbogF

Historia z wczoraj, a dalej jestem w szoku, ale zacznijmy od początku.

Moi rodzice rozstali się jak miałem 2 lata, a ojca ostatni raz widziałem 13 lat temu. W związku z tym, że planuję wyjechać do Anglii, potrzebowałem paszportu, bo poprzedni się skończył. I jako iż mam 17 lat, to postanowiłem sam zadzwonić od ojca z głupią nadzieją, że może się zmienił i nie jest już tym zwyrodnialcem, którego znałem z bardzo niewielu opowieści mamy.

Dzwonię, mówię że potrzebuję zgody na paszport i ku mojemu zdziwieniu mówi mi iż zgodę da mi osobiście. Wczoraj przyszła pocztą. Jako iż jestem osobą, która dotrzymuje obietnic, oczekuję tego od innych. Dzwonię i pytam się dlaczego nie dał mi jej osobiście, a usłyszałem tylko: "Nie chce mi się z tobą gadać" i się rozłączył. Przez dobre pięć minut byłem w szoku, że tak zareagował. Było mi ciężko, choć wiedziałem jakim jest człowiekiem. Może miałem głupią nadzieję. Ta sytuacja uświadomiła mi jak ważną rolę odgrywa mój ojczym, był przy mnie zawsze gdy było mi ciężko. Kocham go, on jest dla mnie ojcem, ale nie takim na papierze, tylko prawdziwym, bo liczy się ten kto wychował.
 
To jedyne przesłanie mojego wyznania, bo te osoby które są z nami w najcięższych chwilach są najważniejsze.
Dzięki że doczytałaś/eś do końca. Może masz podobną sytuację i ciężko Ci się pogodzić z rozstaniem rodziców, a może jedno z nich zrobiło to dla Ciebie.
leniwalisica Odpowiedz

Dlatego cieszę się bardzo, że mój ojciec miał odebrane prawa rodzicielskie i nigdy nie musiałam się go o nic prosić

Odpowiedzi (2)
Krokodylelzy Odpowiedz

Koniec daje do myślenia. Trzymaj się chłopaku! :)

Zobacz więcej komentarzy (13)

#XxLUP

To było wiele lat temu i wie o tym jeszcze tylko moja narzeczona.

Jako dziecko mieszkałem w bloku na 10 piętrze. W tym wieku miałem już swoje własne klucze do domu i zawsze ze szkoły wracałem sam. Tak samo było tego dnia.

Gdy dotarłem pod drzwi swojego domu, bardzo mocno chciało mi się siku. W pośpiechu szukałem swoich kluczy od domu, lecz nigdzie ich nie było. Nie pozostało mi nic innego jak czekanie pod drzwiami na moją rodzicielkę, jednak parcie na pęcherz stawało się coraz większe. Na klatce schodowej na parapecie stała jakaś plastikowa butelka z resztką soku pomarańczowego. Nie mogąc dłużej wytrzymać, nasikałem do niej i odłożyłem na miejsce, po czym wróciłem pod mieszkanie. Sytuacja nie byłaby warta opisania, gdyby nie to, co stało się dalej. Zapewne część już się domyśla - na piętrze wysiadło kilka moich rówieśników czujących się "panami osiedla", zaczęli głośno gadać, gdy nagle jedna z dziewczyn chwyciła za butelkę i pociągnęła porządnego łyka. Wiązanki, jaka się wtedy potoczyła z jej ust, nie powstydziłby się sam Linda, a ja próbowałem zniknąć w ścianie bojąc się o własne życie, gdyby dowiedzieli się, że ja byłem odpowiedzialny, za jej przykre wspomnienie. Na szczęście pozostałem niezauważony, więc mogę się nim z Wami dzisiaj podzielić.

Mówi się, że w życiu trzeba spróbować wszystkiego, ja myślę, że tamta dziewczyna nie podzieli tego zdania.
Grimmek666 Odpowiedz

Może dziewczyna nauczy się, że nie warto żłopać wszystkiego co znajdzie się pod ręką...

NiepozornaMigonette Odpowiedz

Kto normalny bierze łyka z butelki stojącej sobie ot tak na klatce schodowej, nie wiedząc od kiedy, ani co jest w środku? Spod śmietnika też by wzięła, jakby zobaczyła, że jest jeszcze jakaś zawartość?

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#gdcd3

Jako małe dziecko brałam wszystko na serio. Sytuacja wydarzyła się, kiedy miałam 5 lat. Rodzice musieli pilnie wyjechać, więc zostawili mnie u babci. Mój dziadek akurat kilka dni wcześniej miał wypadek (rozcięty łuk brwiowy) i był trochę... drażliwy. Tak więc zostałam pod opieką dziadków, dysponujących pięknym domem z wysokimi drewnianymi schodami, z taką staroświecką komórką znajdującą się pod nimi. Ale do rzeczy.
Drugiego dnia pobytu wpadłam do kuchni i zauważyłam, że babcia nie ma zębów. Aż zdębiałam ze zgrozy, myśląc, że ktoś je babci wyrwał jak spała. Spytałam więc konspiracyjnym, przerażonym szeptem:
- Babuniu... gdzie masz ząbki?
Na co babcia chcąc być dowcipna odpowiedziała:
- Dziadek mi ukradł i teraz je nosi.

Aż mnie zatchnęło z oburzenia, ale nie dając nic po sobie poznać postanowiłam dokonać zemsty. Dziadek siedział w komórce. Więc jako mały geniusz zaczaiłam się na Bogu ducha winnego staruszka... na schodach. Dość wysoko. Jak tylko wyszedł, wydałam z siebie bojowy okrzyk i całą masą runęłam dziadkowi na głowę. Finał był taki, że całą trójką wylądowaliśmy na pogotowiu: ja w szoku po ochrzanie od dziadka, dziadek z rozciętym drugim łukiem brwiowym, a babcia z konkretnym guzem na potylicy, bo w momencie wypadku siedziała z głową pod półką.

P.S To była moja ostatnia wizyta u dziadków bez nadzoru rodziców.
P.S.2 Dziadek dalej myśli, że to był zamach.
Neguje Odpowiedz

Bo to był zamach jakby nie patrzeć :D

Krokodylelzy Odpowiedz

Ty mały zły człowieczku! Ale jedno Ci trzeba przyznać,chciałaś dobrze. :)

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#ttIZQ

Pojechaliśmy z mężem na miesiąc miodowy. Na pewną ciepłą wyspę. Ta okazała się trochę droższa niż przypuszczaliśmy. Pół dnia szukaliśmy na popularnym serwisie idealnego pokoju (oboje jesteśmy z branży hotelowej, więc jesteśmy wybredni). Nie za drogi, nie za tani. Miesiąc miodowy miesiącem miodowym, a racjonalne myślenie racjonalnym myśleniem. W końcu pojawił się on. Pokój przepiękny. Czytamy opinie, głównie dobre, ale pojawiło się trochę negatywnych. Tutaj chwilowe zwątpienie w ludzkość, bo ludzie stawiali fatalne opinie, bo np. nie było malutkich miseczek, tylko same duże i np. mydło było za mało pachnące.

Pokój wynajęty. Przyjechaliśmy na miejsce, 1 piętro domu rodzinnego było zaadaptowane na pokoje do wynajęcia, a wszystkim zajmowała się przesympatyczna dziewczyna z pomocą rodziców. Wchodzimy do pokoju, ten bardzo zadbany i co najśmieszniejsze, dziewczyna zadbała o wszystko, o co jej pocisnęli w opiniach. Czyli np. wszelki przekrój miseczek i kilka rodzajów mydła do wyboru. Była 2 pojedyncze łóżka (trochę małe, jak dla dzieci), więc złączyliśmy je w małżeńskie.

Do rzeczy. Miesiąc miodowy, więc wieczorem się dzieje. W pewnym momencie TRACH! Poszło łóżko. Jedna część się złamała. Nagle wszystkie cyklady przestały śpiewać, wszystkie wieczorne gwary za oknem ucichły i wokoło panowała tylko głucha cisza. W oczach przerażenie. Na bank ci na dole wszystko słyszeli. My dalej w bezruchu (złączeni). Jak się ocknęliśmy, zaczęliśmy snuć plan co by tu zrobić. Nie no. Nie przyznamy się przecież. Mąż poszedł do samochodu po jakiekolwiek narzędzia i rozwinęliśmy warsztat. Łóżko zostało naprawione nożem do chleba, zapasowymi gwoździkami i młotkiem z deski do krojenia. Lekko opadało, ale było stabilniejsze niż przedtem. Polak potrafi.

Następnego dnia pojechaliśmy zwiedzać. I ustaliliśmy, że nie możemy całe życie się poddawać, jak u nas w firmie. Przyjechaliśmy w końcu na miesiąc miodowy i jak babka będzie miała pretensje, to powiemy jej co sądzimy o jakości łóżek. W ostateczności oczywiście zapłacimy. Po zwiedzaniu przyjechaliśmy zabrać rzeczy, oddać klucze i się pożegnać. W miejsce opadających desek podłożony był koc, żeby wyrównać materac. Pani do nas podeszła i ze strachem w oczach zapytała, czy wszystko w porządku. Powiedzieliśmy, że tak... i ze przepraszamy, ale... A ona nam wręczyła olejki lawendowe domowego wyrobu za nieudogodnienia jakie nas spotkały i podziękowała za naprawę.
To było najmilsze na świecie.

Pisze to jako miłe wspomnienie i proszę Was, Drodzy Anonimowi, byście nie wypisywali opinii wyssanych z palca, czy o hotelach, kawiarniach i innych, bo tak. Bo liczy się wasz niedosyt. Jeśli jest coś nie tak, to powiedzcie obsłudze. Poprawią to.

Nasza opinia dla hotelu 10/10.
Seksu nie dokończyliśmy ;)
Jababa Odpowiedz

Kiedyś czytałam opinie o pewnym hotelu i wśród wielu pozytywnych znalazła się jedna negatywna. Umotywowana: " bo do obiadu mało kartofli dawali"...

Odpowiedzi (4)
PaniDyrektor Odpowiedz

,,... i jak babka będzie miała pretensje, to powiemy jej co sądzimy o jakości łóżek"
Wybaczcie, ale jak się zepsuło to się płaci. A jak się dogada z właścicielem, to wtedy naprawia. A przynajmniej przyznaje się do zepsucia...
Trochę zawiało cebulandią, bo postawcie się w sytuacji właścicieli... Nie za fajne zachowanie.

Odpowiedzi (11)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#BCbqU

Kilka lat temu, kiedy jeszcze studiowałam, wyjechałam w wakacje na praktyki do Hiszpanii. Tam poznałam jego - przystojnego i bogatego szefa firmy, dla której pracowałam, starszego ode mnie o prawie dwadzieścia lat. Początkowo byłam nim tylko zauroczona i nie spodziewałam się, że w ogóle odnotował moje istnienie. Jednak któregoś razu pomagałam mu przy jednym projekcie.

Zaczęło się niewinnie, skończyło na dwóch miesiącach romansu. Kiedy wakacje dobiegły końca, on chciał żebym została. Ale miałam jeszcze rok studiów przed sobą, a nie traktowałam tego, co między nami było, poważnie. Za bardzo się różniliśmy, a do tego dowiedziałam się, że jest żonaty. Niby byli w separacji, za chwilę rozwód i tak dalej, ale nie zamierzałam się w to angażować, szczególnie że to była już jego czwarta żona.

Po powrocie dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Nie spodziewałam się tego, ale nie byłam zawiedziona, zawsze chciałam mieć dziecko. Powiadomiłam go o ciąży. Niczego nie oczekiwałam, ale uznałam, że powinien wiedzieć. Kilka dni później już u mnie był. Zaproponował, żebym się do niego przeniosła. Początkowo nie chciałam się zgodzić, przecież tu miałam życie i nie zamierzałam się z nim wiązać. Jednak zgodziłam się urodzić w Hiszpanii, ponieważ zaoferował mi miejsce w najlepszej klinice. Moja mama obawiała się tego bardziej niż ja, dlatego skontaktowała się z prawnikiem. Dowiedziała się, że jeśli urodzę tam, to mogę mieć duży problem z zabraniem dziecka z powrotem do Polski. Ponieważ to miało być jego pierwsze dziecko, obawiałam się, że będzie chciał mojego synka zatrzymać. Nie wiedziałam, do czego jest zdolny, przecież na dobrą sprawę go nie znałam. Mama pomogła mi po cichu wyjechać. A on znowu przyjechał. Powiedział, że zapisał wszystkie swoje pieniądze na synka i zobowiązał się płacić niemałe alimenty. Prosił, żebym pozwalała mu się z nim widywać. Ponieważ miał przyjeżdżać do nas, nie było problemu.

Przez trzy lata regularnie Tomka odwiedzał. Zaprzyjaźniliśmy się. Po pewnym czasie zorientowałam się, że się w nim zakochałam. Nie chciałam niczego komplikować, ale pewnych rzeczy nie da się ukryć. Tomek ma już cztery lata, jego tata przeprowadził się do Polski, a za miesiąc bierzemy ślub.
Synapse Odpowiedz

Czytajcie raz jeszcze, wyobrażając sobie ze to serial "trudne sprawy"

Odpowiedzi (2)
FokaNaRowerze Odpowiedz

"Nie wiedziałam, do czego jest zdolny, przecież na dobrą sprawę go nie znałam." Jednak dać dupy zawsze spoko mimo, że się kogoś nie zna ;)

Odpowiedzi (17)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#ev0Bb

Angielskiego zaczęłam się uczyć już w zerówce. Pomimo tak wczesnego początku przez długi czas nie potrafiłam prawie niczego zrozumieć w tym języku. Gramatyki nie pojmowałam, czasy mi się myliły i miałam bardzo mały zasób słownictwa, bo nie potrafiłam prawie nic zapamiętać. Zajęcia dodatkowe nic mi nie pomagały.

Na początku liceum było tak samo, dopiero w okolicach końca drugiej klasy "rozkwitłam" językowo. Gramatykę w końcu ogarnęłam, a nowe słówka zaczęłam przyswajać błyskawicznie. Moja rodzina była zachwycona, że w końcu tak dobrze mi idzie. Znajomi też patrzyli z podziwem, bo borykali się z podobnymi problemami co ja wcześniej.

Kiedy ktoś mnie pytał, jak udało mi się tak rozwinąć, z reguły odpowiadałam, że dużo czytam po angielsku - głównie zagraniczne strony internetowe (wiecie, jakieś artykuły, strony hobbystyczne itd.).

Dyplomatycznie nie dopowiadałam, że w liceum zaczęłam masowo czytać pisane po angielsku erotyczne i pornograficzne opowiadania fanowskie (złote czasy fanfiction.net!). Niektóre "strategiczne" fragmenty czytałam tyle razy, że znałam je na pamięć. Na początku często musiałam sięgać do słownika, ale szybko przestał być mi potrzebny. To mnie tak ośmieliło, że zaczęłam sięgać po książki pisane po angielsku, oglądałam filmy w oryginale, dzięki czemu jeszcze bardziej się rozwinęłam językowo.

Obecnie angielskim posługuję się bez problemów. Ja sama uważam to za duże osiągnięcie, ale ani znajomym, ani rodzinie nie mogę się przyznać, co naprawdę "odblokowało" moje zdolności językowe :)
XOXOGossipGirl Odpowiedz

Ja angielski opanowałam dzięki serialom. Najpierw tylko z napisami polskimi, a teraz z napisami angielskimi. Bez napisów angielskich jednak ciężko mi rozszyfrować co mówią, ale jest coraz lepiej.

Odpowiedzi (12)
LadyKama Odpowiedz

Ciekawy sposób. To się nazywa łączyć pożyteczne z przyjemnym :D Może też spróbuję 😂

Zobacz więcej komentarzy (30)
Dodaj anonimowe wyznanie