#gzxQw

W dzieciństwie przez pewien czas mieszkałem w Ohio, gdzie uczęszczałem do dwóch amerykańskich szkół podstawowych. W obu zdarzały się przypadki drobnych zaczepek i dokuczania, które kończyły się po tym, gdy podczas lekcji przypadkiem wyszło na jaw, że mój ojciec pracuje w sądzie najwyższym prawa stanowego (Supreme Court of Ohio).

Nikt nie wie, że zajmował się elektryką i klimatyzacją.

#Ew5Tk

Jestem autorem wyznania h2dEx („Jestem z jeszcze żoną od prawie 11 lat. Dziś mi powiedziała, że była ze mną 10 lat, bo miała niską samoocenę i w siebie nie wierzyła. Odkąd w siebie uwierzyła, przekonywała się już tylko w tym, że nie jestem jej do niczego potrzebny i mnie nie kocha. Jest mi totalnie przykro, tym bardziej że wierzyłem w naszą prawdziwą miłość”).
W komentarzach widziałem debatę nt. spekulacji co mogło doprowadzić do rozpadu tego małżeństwa. No to mogę tylko napisać, że po pierwszej zdradzie żony, którą jej wybaczyłem, zapomnieliśmy jak powinno się okazywać uczucia partnerowi. Jestem leniem, który robi tyle, ile musi, równie dużym, o ile nie większym leniem jest moja jeszcze niestety żona. To tyle by opisać, że żadne z nas ideałem w związku nie było. Sęk jednak w tym, że od czasu tamtego wyznania żona stwierdziła, że mnie nie potrzebuje, chce być wolna, nie tłumaczyć się przed nikim gdzie, z kim i co robi, dlatego też odchodzi... Przyznała się, że ma kogoś nowego. Zresztą co tu się nie przyznawać, skoro od podjęcia decyzji o rozejściu (około miesiąc temu), też od około miesiąca nocowała weekendami poza domem, a teraz też w środku tygodnia.
Tak że no tak, debilem byłem wierząc, że po pierwszej zdradzie nie zrobi tego ponownie. No... ale mam dopiero 29 lat, widocznie musiałem doświadczyć, żeby uwierzyć...

#y3we7

Kiedy miałem 6 lat, byłem przekonany, że jeśli zjem wystarczająco dużo marchewek, to zamienię się w królika. Wziąłem sobie to bardzo do serca i przez kilka dni jadłem tylko marchewki, odmawiając innych posiłków. Nawet próbowałem skakać jak królik po całym domu. Rodzice zaczęli się martwić, więc musieli mi wytłumaczyć, że to tak nie działa. Do dziś, gdy widzę marchewki, przypomina mi się ta historia i wszyscy w rodzinie mają z tego niezły ubaw.

#sqIkP

Mieszkam w małym miasteczku pod Lublinem. Na tyle małym, że zna się wiele osób osobiście lub po prostu z widzenia. 
Pewna dziewczyna wyjechała za chlebem do UK. Po mniej więcej roku pojawia się ze znajomymi w barze, w którym akurat siedziałem. Usiedli obok mnie i usłyszałem, że rozmawiają swobodnie po polsku. Kelner podchodzi przyjąć zamówienie i wyobraźcie sobie, że większego absurdu nie słyszałem – dziewczyna składa zamówienie po angielsku... Jej ziomki wybałuszyły oczy ze zdziwienia, ja też w szoku i kelner, który chyba też ją kojarzy, też jest w szoku. Odchodzi od stolika i słyszę, jak dziewczyna wraca do rozmowy po polsku i tłumaczy swoim ziomkom, że już zapomniała, jak się zamawia po polsku. 
#WTF

#kYeC2

To, że mówię przez sen wiedzą wszyscy, którzy mieli okazję spać ze mną w jednym pokoju. Niektórzy wiedzą też, że da się ze mną prowadzić całkiem logiczne rozmowy, gdy śpię. Oczywiście nic z tego nie pamiętam, a podobno otwieram oczy, czasem siadam na łóżku lub nawet piję wodę. Nic jednak nie było w stanie przygotować mojego męża na pewno zdarzenie.

Spałam smacznie, gdy on postanowił pograć sobie do późna. Oczywiście w nocy najlepiej grać w horrory... No to gra sobie w pełnym skupieniu, gdy nagle ja bez zapowiedzi krzyczę: BULBAZAUR!
Podobno przez pół godziny nie mógł się uspokoić.

#itsxA

Mam dosyć ekscentryczny charakter i usposobienie, jestem singlem. Nigdy nie miałem parcia na dziewczyny; uważałem, że nadejdzie dzień, w którym spotkam tę jedyną, taką jak ja. Chyba wreszcie ten dzień nastał! W miarę poznawania okazało się, że jedna z moich znajomych ma dokładnie te same udziwnione poglądy na życie, charakter, plany, ambicje. Tak samo reagujemy w konkretnych sytuacjach, rozumiemy się bez słów, to samo nas bawi, denerwuje, uwielbiamy swoje towarzystwo, wysyłamy sobie porozumiewawcze znaki, gdy spotykamy się w gronie znajomych, i najlepsze: wspieramy się, kiedy inni ludzie nie rozumieją naszych reakcji lub czujemy się osaczeni przez świat. Jakbyśmy byli jedną osobą, rozdartą na dwoje.
Ona też tak czuje – wiele razy podczas naszych rozmów padały słowa: „No my przecież jesteśmy tacy sami”, „Nie muszę ci tłumaczyć, ty wiesz, o co chodzi”, „Nigdy wcześniej nie spotkałam kogoś takiego jak ja”.
Skąd się znamy? Jest dziewczyną mojego przyjaciela.

#RiOus

Moja koleżanka urodziła wczoraj dziecko. Dowiedziałam się dzięki social mediom – jej mąż wrzucił zdjęcie nowo narodzonego dziecka na Facebooka i Instagrama.

Wszystko pięknie, jeśli ktoś lubi oglądać zdjęcia nowo narodzonego ufoludka, któremu nawet nie widać twarzy, bo cały jest oblepiony czerwono-brunatną mazią i w sumie to ciężko określić, czy na zdjęciu widnieje dziecko, czy może marynowany kurczak. Lecz to nie wszystko. Tuż obok dzieciaka prezentowała się niemal w całości odsłonięta wagina mojej znajomej. Załapał się również fragment zapłakanej i zasmarkanej twarzy z popękanymi naczyniami krwionośnymi.

Serio? Co tacy ludzie mają w głowach? Zabiłabym tego faceta na jej miejscu.

#QQH9l

Choruję na zaburzenie afektywne dwubiegunowe, czy też depresję dwubiegunową, nazwa jest najmniej istotna, co lekarz, to nazywa to inaczej. Dochodzą do tego myśli samobójcze – żyję z tym lata, raz jest lepiej, raz jest gorzej. Wstydzę się tego przed znajomymi, bo boję się, że to zmieni nasze relacje, będę dla nich już kimś innym, dlatego nikomu o tym nie mówię. Nie chcę nikomu o tym powiedzieć, a jednocześnie pragnę, aby ktoś się domyślił, podszedł i powiedział, że to nic nie zmienia.

Ostatnio przyjaciel miał kiepski humor, starałem mu jakoś go poprawić, wyrwać z domu, zjeść coś dobrego na mieście, bo wiem, jak to jest być w dołku. Postanowiłem powiedzieć mu o moim przypadku. Była sobota, byliśmy umówieni na poniedziałek, więc wtedy chciałem to wyznać. W niedzielę mieliśmy się spotkać większą grupą, standardowo po niego podjechałem i wydarzyło się najgorsze. W trakcie rozmowy o kimś powiedział, że on ma pewnie dwubiegunówkę, więc jest przez to pojebany i psychiczny...

Jeżeli ktoś nie wie, jak działa umysł chorej osoby, to wyjaśnię – odebrałem to, jakby mówił o mnie, mnie widział jak kogoś takiego. Ktoś, kto był i jest dla mnie niczym brat uważa mnie za jakiegoś pojeba. Od razu wpadłem w dół głębszy od Rowu Mariańskiego, nie myślałem o niczym tylko o tym, że on mnie nienawidzi. Zacząłem mieć znowu myśli samobójcze, bo po co żyć, skoro ktoś tak bliski ma mnie za potwora? Wiem, że nie powiedział tego o mnie, ale nie potrafię tego przezwyciężyć. 
Zrobiłem jedyną rzecz, jaka wydawała mi się słuszna – odszedłem z grupy.
Żałuję tego, ale nie mam tam powrotu, zachowałem się jak dupek i tyle, musiałbym im wyjaśnić, dlaczego to zrobiłem, ale na to nie mam odwagi.
Tak oto z powodu durnego mózgu, który nie działa normalnie, straciłem kontakt z grupą, z którą graliśmy z półtora roku.
Tak oto choroba zatacza koło i robi się coraz większa.
Dodaj anonimowe wyznanie