#ZMq64

Historia zaczęła się od operacji na wyrostek.

Leżę w sali operacyjnej, dali mi narkozę. Wchodzi doktor (ja już półprzytomna) i mówi do pielęgniarek:
- To którą nogę obcinamy?
Zdążyłam krzyknąć:
- Wyrostek!

Po wybudzeniu zapytałam się męża, gdzie jest moja noga. A mąż się zaśmiał i powiedział "Spokojnie, usunęli tylko wyrostek".

Przez jakiś tydzień, jak tylko się rano budziłam, sprawdzałam, czy mam nogi.

#nxIdj

Studiuję na politechnice i przygotowuję się do pełnienia jednego z zawodów zaufania publicznego - architekta. Mam szczęście być w cudownej grupie, ze wspaniałymi ludźmi. Okej, po co więc pierwsze zdanie? Wyjaśniam. Przyjaźnię się tu ze zdolnymi dziewczynami i naprawdę inteligentnymi ziomkami, tyle że poza nimi (z dwoma wyjątkami) i nielicznymi osobami, nikt nie zasługuje na ten tytuł i zaufanie. Nikt.

Będziecie zamawiać projekty u osób, które całą wiedzę, którą powinniśmy mieć i biegle nią operować, trzymają na telefonach, które wyciągają tylko na kolokwiach. Na grupie kierunku jest grupa allegro, na której kupuje się gotowe projekty na zaliczenie. Z budownictwa, technik komputerowych, projektowania - czego sobie zażyczycie. Szczerze i absolutnie bez ściemy - sześciolatek by się tu utrzymał na piątkach, mając pieniądze. Nie rozumiem, jaki ma to sens. Dziewczyna, która studiuje z nami i równocześnie budownictwo nie wie, że pustaki w fundamentach mogą się rozpuszczać. Sytuacja jakich milion - kiedy położę na stoliku zadanie na mechanikę, tekst mógłby wyparować od fleszy telefonów, których właściciele natychmiast doskakują, jak hieny. Wstyd mi za tych ludzi. Ale ale - wiecie co jest najbardziej żenujące? Gdy te Karyny przechwalają się, że wszystko zerżnęły z telefonu, a ty oblewasz kolejne kolokwia przez spanie po 2-3h, a wcześniej paradoksalnie te same zadania tłumaczysz innym. Po czym te same osoby idą beztrosko imprezować i z kupionymi projektami w torebkach udostępniać memy o strudzonych życiem architektach.

Nie skomentuję tego. Uczę się na kolokwium, dopóki nie zrozumiem - nie zraża mnie oblanie, nie będę ściągać i już. To wiedza nie tylko dla mnie, ale przede wszystkim dla ludzi, dla was. Marzę o tym, by cofnąć się w czasie i żyć w latach, gdzie próbowano dojść do czegoś uczciwie. To jest k***wsko przykre.

#PjcOv

Jedyna sytuacja w której mój ojciec zachował się jak ostatni ch*j, ale byłam z niego mega dumna to ta, kiedy organizowałam swoje 12 urodziny.

Jestem z rocznika 00, więc w latach 2000 modne były takie "emo grzywki" i bardzo popularne trampki Converse. Oczywiście tylko oryginalne z gwiazdką.

Moich rodziców nie było stać, żeby dać 400zł za trampki tym bardziej, że mieszkaliśmy na wsi i zaraz bym je zniszczyła chodząc po tych wiejskich dziurawych drogach ze szkoły do domu.

Miałam takiego znajomego Michała, syna weterynarza. który chodził ze mną do klasy i był moim niedalekim sąsiadem. Nie lubiłam go specjalnie, więc nie zaprosiłam go na urodziny, ale on postanowił wprosić się sam. Głupio było mi go wygonić przy gościach, ale zrobiło się nieswojo, bo jako syn weterynarza obnosił się z kasą i generalnie taki mały sku*wysynek był z niego. I miał on właśnie te trampki. Śliczne, czerwone. I kiedy zobaczył, że ja na urodziny dostałam swoje ale takie z bazaru, Michał zaczął głośno komentować moją "dziadowiznę" przy gościach. Zrobiło mi się mega przykro i do końca urodzin tak się snułam udając wesołą.

Mój ojciec to wyczuł i kiedy wyczaił moment, że Michał wychodził pierwszy z podwórka "przypadkiem" wjechał traktorem w największą kałużę błota jaka była na podwórzu i mu te trampki elegancko błotem (zapewne z lekką domieszką pozostałości obornika) ochlapał. Po czym wychodząc z traktora puścił do Michała tekst "Przepraszam synek, nie chciałem. Ale te papucie to i tak chyba tylko do gnoju miałeś, nie"?

Kocham cię tato!

#Pd3yQ

Bardzo lubię rozmawiać ze sklepikarzami i kasjerami. Ot tak, taka gadka szmatka.
Kupuję mięso? A zagadnę do pani o pogodę! Mam dużo produktów na taśmie? Idealny moment na rozmowę o kulinariach! Taka niezobowiązująca wymiana zdań. Zawsze też pilnuję, żeby pań nie zagadywać na zbyt długo - przecież nie chcę, żeby miały przeze mnie problemy.

Jestem bardzo pozytywną osobą, zawsze z bananem na twarzy. Dość często spotykam się z pozytywnymi reakcjami pań, które chętnie odpowiadają na mój uśmiech.
Niestety z racji studiów musiałam ograniczyć swoje eskapady do jednego pobliskiego marketu. Spotkałam tam najcudowniejszą panią kasjerkę w historii pań kasjerek. Starsza, siwiejąca kobiecina, ale wesoła jak mało kto, a jej uśmiech poprawiał humor lepiej niż cokolwiek innego. Pracę i klientów bardzo lubiła, i vice versa. Jak nietrudno się domyślić, stała się moją ulubioną i w miarę możliwości, starałam się stawać w kolejce do niej.
Nasza "przyjaźń" trwała prawie 3 miesiące i już co nieco się o owej pani dowiedziałam. Sklep odwiedzałam niemal codziennie, żeby chociaż kupić jakąś pierdołę i do Danusi się uśmiechnąć.

Pewnego dnia idę na zwyczajowe zakupy, już podchodzę do Danusi i nagle mi uśmiech rzednie. Pani Danusia przybita, nie uśmiecha się, zupełnie jakby ktoś ją podmienił.
Zagadałam, zapytałam co się stało. Odpowiedziała mi, że dostała wypowiedzenie i to jej ostatni dzień w pracy. Ponoć nie wyrabia norm, na jej miejsce ma przyjść młodsza pracownica. Załamało mnie to, zaproponowałam kawę u mnie w mieszkaniu, ale odmówiła, bo była zza miasta i musiała zdążyć na autobus. Pożegnałam się, pożyczyłam powodzenia etc.

Na następny dzień przyszłam do sklepu, już ze znacznie mniejszym niż zwyczajowym entuzjazmem. Na kasie przywitała mnie gburowata kobieta. Ani me, ani be, ani dzień dobry.
Szybko się ewakuowałam, a po powrocie przeryczałam cały wieczór. Będę tęsknić za panią Danusią, jak za własną babcią i jest mi niezmiernie przykro, że w dzisiejszych czasach liczy się jedynie zysk, a podejście do klienta jest nieważne.

#1LLyO

Dojeżdżam z mojej miejscowości do miasta busem, który zatrzymuje się na głównym dużym przystanku. Jak to na przystankach, można spotkać wielu ludzi. Sporo jest takich, którzy proszą o pieniądze czy jedzenie. Zawsze myślałam o nich jako o przepraszam...nierobach i żulach. Stereotypowo, wiem. Ale pewnego dnia podeszła do mnie taka kobieta ok 40 lat i zapytała, czy nie kupię jej czegoś do jedzenia w knajpce przy dworcu.

Myślę "ok może naprawdę jest głodna".

Idziemy do knajpki i już chciałam poprosić o taką dużą zapiekankę dla niej i herbatę na wynos, ale w tym momencie kobieta mi przerywa i zaczyna dyktować swoje zamówienie, które składało się z zestawu z ryby, ziemniaków, surówki i dużego cappuccino (czy innej kawy nie pamiętam). Może chamsko zareagowałam ale poczułam się trochę wykorzystana i odmówiłam zapłaty.

Usłyszałam od tej kobiety, że jestem ludzkim śmieciem jak obiecuję, robię człowiekowi nadzieję a potem się wycofuję z obietnicy.

No i tak sobie żyję do dziś. Taki ludzki śmieć :)

#QT4K5

Mój koszmar zaczął się gdy miałem 14 lat. Pewnego ranka obudziłem się zlany potem, było mi tak gorąco jak nigdy, a był październik. Ubrałem się, założyłem kurtkę, czapkę i do szkoły dotarłem spocony jakby oblał mnie ktoś wodą.

Tamtego dnia, moja tolerancja na temperatury wywróciła mi życie do góry nogami.

Dziś mam 35 lat. Śpię pod klimą, ktora musi na mnie dmuchać. W aucie klima na 16 stopni. Chodzę non stop bez kurtki, zimą ubieram taką cienką wiatrówkę. 15 stopni na zewnątrz to upał. Czapki, rękawic i szalika nie mam, a buty cały rok to adidaski. Pan gołe kostki.

Latem nie potrafie funkcjonować poza domem. Dojeżdżam autem gdzie się da najbliżej, a każda wycieczka piesza to konieczność wypicia przynajmniej litra wody i zmiany koszulki.

Nie mogę uprawiać latem żadnej aktywności na zewnątrz. Biegam tylko zimą. Byłem u wielu lekarzy. Nikt nie wie co mi jest. Okaz zdrowia. Nie mam nadwagi, rzekłbym że i nawet kilka kilo by mi się przydało przybrać.

Wiecie co jest najgorsze? Że ja sobie życia nie mogę ułożyć. Nawet jeśli kobieta, którą poznałem deklarowała że jest zimnolubna, to nie dorastała mi do pięt. Wszystkie związki waliły mi się przez tą cholerną niekompatybilność cieplną. No bo weź żyj w domu lodówce z gościem, któremu jest wiecznie gorąco, siedzi tylko pod klimą, nawet latem na spacer nie mogę wyjść bo przy dłuższej wyprawie, czytaj pół godziny, wypijam 1.5l wody, puchną mi dłonie i wyglądam jakbym spod prysznica wyszedł. Absurd, że jedna osoba musi siedzieć w domu w kurtce, a druga chodzić w gaciach.

Rownież jestem skazany na pracę zdalną. Kiedy pracowałem w biurze wyglądałem jak spocony oblech, mokre plecy, mokre pachy, mokre włosy. Mieliśmy memową Anetkę w biurze, która już wieszczyła choroby 30 sekund po włączeniu klimy. Niestety uległem i się zwolniłem, bo choćbym chciał to nie da się ze mną wypracować kompromisu. Dlatego pracuję ze swojej chłodni zdalnie.

Rozważam emigrację do Norwegii, Kanady, jak najwyżej. Przez to jaki jestem nie odnajduję się w naszym klimacie, mam doła, wstydzę się siebie, moja przypadłość mnie ogranicza na wielu polach.

#PmVzh

Było to w szkole podstawowej. Pani posadziła mnie do ławki z klasowym rozrabiaką. Rysował mi po zeszytach, wydzielał granicę gdzie mogę położyć książki i wciąż nazywał wiedźmą.
Po jakichś paru miesiącach na jednej z lekcji pani uczyła nas co to są komplementy i że miło jest powiedzieć komuś coś miłego.
Dla przykładu kazała mojemu ławkowemu koledze powiedzieć mi jakiś komplement.

Trochę się kolega zastanawiał, aż padło z jego ust "Nie jesteś wiedźmą".
 
Serdecznie Cie pozdrawiam, jeśli to czytasz :)

#WPUUX

Mój wujek jest jednocześnie moim chrzestnym. Przez całe moje życie nie dostałem od niego ani jednego prezentu. Nic. Absolutnie nic. Zawsze tylko powtarzał, że rola chrzestnego nie polega na kupowaniu prezentów.

Niby miał rację. Chrzestny ma dbać o przekazanie wiary, a nie o zaopatrzenie finansowe

Ten wujek ma teraz dorosłą już córkę, która niedawno urodziła dziecko. Oczywiście zostało ono ochrzczone.

Siedzimy razem wszyscy przy stole, a wujek nachyla się do mojego ucha i szepczę - To żenujące jak mało pieniędzy dostała moja wnuczka od chrzestnego.

Co za niespodziewana zmiana poglądów!

Powinien zostać politykiem.
Dodaj anonimowe wyznanie