#0qzSC

Czuję się oszukany, zawstydzony i nieszczęśliwy. Dla wielu będzie to błahy powód, ale dla mnie jest bardzo ważny. Otóż zawsze byłem graczem. Grałem od małego, zaczynając od Pegasusa, potem pc, PlayStation 2, PlayStation 3, PlayStation 4, które mam do dziś. Przewijały się też konsole przenośne, gry na telefonie. Zdarzało się zarywać noce, ale nigdy nie spowodowało to, że zaniedbałem obowiązki życiowe czy po prostu życie. Skończyłem studia, mam stałą pracę, miałem normalne związki. Z obecną partnerką w końcu wziąłem ślub. I to właśnie przez nią czuję się oszukany.
 
Przed ślubem jasno deklarowaliśmy, że każde z nas potrzebuje sfery dla siebie. Nie było z tym problemu. Mało tego, PlayStation 4 kupiłem za wiedzą i bez braku sprzeciwu mojej obecnej żony. Grałem tak, żeby nie kolidowało to z naszym życiem. Po ślubie, a w zasadzie trochę przed, nagle moje granie zaczęło przeszkadzać. Najpierw było ciche wychodzenie z pokoju, potem wzdychanie, wywracanie oczami, potem już wkurwione miny, aż w końcu docinki, teksty typu „co ty, masz 10 lat?”. Próbowałem rozmawiać – byłem ignorowany, próbowałem ustalić, że będę miał tylko piątki wieczór dla siebie na granie nie skutkowało – dalej były sceny. Wskazywałem, że ja się nie czepiam, kiedy ona ogląda seriale, które mnie nie interesują, to twierdziła, że to nie to samo. Nie robiłem o to kłótni, bo wydawało mi się, że nie ma o co. Teraz po kilku latach dopiero uświadomiłem sobie, jak zostałem zmanipulowany. Ona chyba myślała, że ja z tego zrezygnuję, wyrosnę. Kiedy zobaczyła, że nic z tego, zaczęła mi to utrudniać. Doszło do tego, że dla świętego spokoju nie gram już wcale, kiedy ona jest w mieszkaniu, albo tylko chwilę, gdy śpi, a i tak wtedy w popłochu wyłączam konsolę, gdy usłyszę, że się budzi, lub przełączam na tv. Co ciekawe, gdy oglądam do późna TV lub Netflixa, to jej to nie przeszkadza, ale gdy gram i ona to zauważy, czuję wręcz wściekły wzrok na plecach.

Jej nastawienie niech pokaże prosty fakt. Przez wiele lat nie dostałem od niej ani jednej gry, ani jednego gadżetu związanego z graniem. Teraz przy okrągłych urodzinach spytała mnie, co chciałbym dostać, bo ona dostaje pytania, a ona nie wie, co ja bym chciał i co lubię... Przyznam, że wewnętrznie coś we mnie pękło. Czuję, że przegrałem coś, co było dla mnie ważne.
Ambra Odpowiedz

Nie wiem co doradzić, nie byłem z taką. Ale po przeczytaniu tego fragmentu o przełączaniu ekranu aż mnie ciary przeszły, uczucie jakbym miał się do czegoś uczyć, a mimo tego grał w coś i matka, która byłą negatywnie nastawiona do tego typu rozrywek właśnie weszła do pokoju.
Smutne, znam pary gdzie on i ona grają w coś wspólnie, oboje się tym "jarają", albo przynajmniej związki gdzie jedna strona szanuje upodobania drugiej. Sądząc po generacjach konsol, jesteś z lat 90, więc jeszcze trochę życia przed tobą. Dlatego IMO nie szedłbym tutaj na kompromis, albo jej wytłumaczysz, że gry to twoje hobby tak, żeby to przyjęła do siebie, albo będziesz długooo nieszczęśliwy. Gry to równie dobra, a dla części lepsza rozrywka niż netflix. Największe kanały na YT zaczęły się od gier, a kolejne zostały wypromowane przez tych pierwszych. Gdyby nie gry, to o takiej Wersow nikt by nie usłyszał.
Pewnie to by nie załatwiło sprawy, ale ja bym takiej za każdym razem jak ogląda ulubiony seria, czyta ulubioną książkę, rzucał teksty w stylu, że znowu na takie g**** marnuje czas.

Odpowiedzi (8)
mosard Odpowiedz

Jakbyś pisał o mnie, tylko, że ja całe życie na czymś gram. Moja żona też dobrze wiedziała, że mam wykształcenie muzyczne, zainteresowania muzyczne, gram w kościele... ale po naszym ślubie grałem zawsze za głośno, w nieodpowiednim czasie, nie to co bym mógł grać... Pianino sprzedałem już dawno, w zasadzie oddałem za darmo... Były takie miesiące, że nawet go nie otwierałem... Nuty mam poniszczone, pogniecione... Żal mi na nie patrzeć bo na niektóre kupowane za nastolatka musiałem sam zapracowac... Boję się wyjmować instrumenty jak żona jest w domu, gram na keyboardzie po cichutku jak śpi albo jak jestem tylko z dzieciakami... Po prostu nie chce słuchać wyrzutów albo ryzykować, że coś zniszczy... Też nie wie jaka muzyka mnie interesuje do grania albo sluchania... Muzyki słucham w samochodzie albo w biurze... Trzymaj się kolego i poszukaj sobie swojego azylu, wypijmy za siebie wzajem 😌

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (18)

#C2ZUT

Do niedawna widziałam siebie jako osobę, która nie za wiele w życiu robi, jakoś bardzo się nie udziela, nie wychodzi do ludzi itp. I raczej w mojej głowie było to coś, czego nie lubiłam, dołowało mnie to i przygnębiało.
Do czasu, aż napisałam sobie CV.
Znalazłam na jednym portalu wzór, w którym wypełniało się swoje dane w rubrykach, a potem z tego generowało dokument.
Kurde, wyszły mi tego ponad trzy strony! Tego, gdzie pracowałam, co robiłam, co umiem, co lubię...
Muszę przyznać, że fajne to doświadczenie. To nie tak, że teraz jestem z siebie jakoś niesamowicie dumna i odmieniło się moje życie – nie, ale odrobinkę więcej dobrego w sobie zobaczyłam.
Bardzo Wam polecam taki eksperyment. Nawet jeśli nie szukacie teraz pracy ;))
Hvafaen Odpowiedz

3 strony CV czy „aplikacje” do pracy? Bo sorki, ale 3 strony CV nie mogą być dobre. Ono ma być treściwe i krótkie. Nie powinno tam być dosłownie wszystko co lubisz.

Odpowiedzi (1)
Velasco Odpowiedz

Nie wiem jak na to patrzą rekruterzy, ale dla mnie CV na więcej niż stronę wygląda dziwnie. Ok, jak ktoś ma bardzo duże i różnorodne doświadczenie zawodowe, wiele różnych kursów, specjalnych uprawnień i to wszystko nie mieści się na jednej stronie, to mogą być 2.
Upychanie na siłę byle czego, przesadne ubarwianie, czy dodawanie rzeczy nieistotnych - np. jaką podstawówkę skończyłaś, nie jest zbyt dobrze postrzegane.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#dR59o

Jestem ojcem 9-letniego syna. Zostałem z nim sam, gdy miał rok, po tym, jak moja była żona odeszła z innym. Szybko udało mi się ułożyć życie na nowo. Moja obecna żona matkowała mu do tej pory przez te wszystkie lata i syn nie zna innej matki. Jednak w ciągu ostatnich tygodni przeżyła coś, co wygląda na załamanie nerwowe. Stwierdziła, że dusi się w związku, nie jest szczęśliwa, nie czuje się mamą (choć wychowuje dziecko od ponad 7 lat, a chłopiec zwraca się do niej per mamo) i uczucie się w niej wypaliło, a ona zwyczajnie mnie nie kocha i nie będzie ze mną ze względu na dziecko. Jestem załamany, kazała nam się wyprowadzić z domu, zabrała wszystkie oszczędności. Z tygodnia na tydzień zostałem znów sam z dzieckiem, chociaż jeszcze niedawno powiedziałbym, że tworzymy idealne małżeństwo, które się nawet nie kłóci. Rodzina w szoku, teściowie w szoku, ale ona pozostaje niewzruszona i mówi już o rozwodzie, w dodatku traktuje jak największego wroga. O ile ja sobie z tym jakoś poradzę, o tyle nasz syn każdego dnia pyta, czy rozmawiałem już z mamą i czy możemy wrócić do domu. Choć nowe mieszkanie mu się podoba, to mówi, że bardzo tęskni za mamą. Wieczorami są łzy i wspominanie mamy. Nie wiem jak sobie z tym radzić. Jestem z synem sam w obcym mieście, bez duszy, do której można się odezwać. Chciałbym zwyczajnie się obudzić z tego koszmaru. Wiem, że muszę być silny dla syna, ale skąd czerpać tę siłę? Marzy mi się zwyczajny nudny wieczór, film i rozmowa z kobietą, którą mogę przytulić, i po prostu zasnąć bez bałaganu w głowie.
StaryCap Odpowiedz

Czekam na Hvaveane która uświadomi nas wszystkich, że jesteś złym człowiekiem jak każdy mezczyzna. A tym czasem trzymaj się. Jak to prawda to przejebana historia, szkoda młodego.

Odpowiedzi (5)
Czytacz0696 Odpowiedz

Z chwilą kiedy zdecydowała się na opiekę nad tym dzieckiem przyjęła odpowiedzialność za tego chłopca. Nawet biorąc pod opiekę kota czy psa jesteśmy odpowiedzialni za to stworzenie i nie powinniśmy się go pozbywać jak nam się znudzi albo stracimy chęci . Takie jest moje zdanie. Jeśli ktoś porzuci psa to wszyscy krzyczą że jest potworem,a co można powiedzieć jak ktoś porzuci dziecko? Miłego dnia wszystkim życzę.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#DdGvF

Wczoraj wróciłam z wesela koleżanki. Kiedy wchodziłam do domu, byłam pewna, że mam tylko lekką fazę. Dopiero mąż mi uświadomił, że jak już siedziałam na klopie, to z automatu zaczęłam szukać pasa bezpieczeństwa...
Notk Odpowiedz

W sumie taki pas przydałby się 😂 Np po zjedzeniu kebsa, jak ciśnienie i ostrość rozrywa Twój tyłek, to dobrze by było zapiąć się takim pasem 😂

Odpowiedzi (5)
NocnaZmora Odpowiedz

Bezpieczeństwa przede wszystkim 😊

Zobacz więcej komentarzy (2)

#emW6t

Pierwszy raz ze śmiercią zetknęłam się, gdy miałam 12 lat. Zmarł mój ukochany dziadzio. Wszyscy myśleli, że będę płakać i rozpaczać, a ja nie czułam w ogóle smutku. Pamiętam, że czułam ciekawość. To były czasy, gdy od śmierci do pogrzebu ciało leżało w domu, w trumnie. Długo siedziałam przy dziadku i go obserwowałam. Dotykałam jego zimnej skóry, bo ciekawiło mnie, jak ją czuć po śmierci. Robiłam nawet zdjęcia, choć nigdy ich nie wywołałam. Na pogrzebie też nie płakałam. Śmierć po prostu już wtedy była dla mnie czymś normalnym, naturalną koleją rzeczy. 
Kilka lat po dziadku zmarła babcia. I znowu nie czułam w ogóle smutku, przyjęłam to ze spokojem. Cała rodzina płakała, a ja myłam i przebierałam babci ciało, jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie.
Tak samo mam ze zwierzętami. Miałam psa, był moim najlepszym przyjacielem przez 16 lat. Zawsze ze mną spał, razem przeżyliśmy milion pięknych przygód. Gdy zachorował, trafił do lecznicy. Codziennie przy nim siedziałam, gdy leżał pod kroplówką. Trzeba było go uśpić, miał nieoperacyjnego raka wątroby z przerzutami. I znowu nic. Trzymałam go za łapkę, gdy odchodził. Mówiłam do niego i głaskałam. I w ogóle nie było mi smutno. Cieszyłam się, że nie będzie już więcej cierpiał, cieszyłam się, że mogłam mu dać tyle szczęśliwych lat życia.
Miałam też koty, szczury, jaszczurki i króliki. Kochałam je wszystkie, dbałam o nie, miały najlepsze życie jakie tylko zwierzak może mieć, bo zawsze byłam odpowiedzialna, dużo czytałam o ich potrzebach i zapewniałam im najlepsze warunki. Ale gdy umierały, przyjmowałam to ze spokojem i bez smutku.
Nie wiem dlaczego tak mam. Dlaczego śmierć nie wzbudza we mnie smutku. Myślę czasem o śmierci moich rodziców i to też nie wzbudza we mnie emocji, choć bardzo ich kocham i są dla mnie najważniejszymi ludźmi na świecie. Mam tylko nadzieję, że mama umrze pierwsza. Bo wiem, że tata sobie bez niej poradzi, ale mama bez taty już nie.
Choroby i cierpienie wzbudzają we mnie ogromny smutek, ale śmierć nie. Gdy czytam, że jakiś człowiek, dziecko czy zwierzę cierpi, to czuję, jakby serce pękało mi na milion kawałków. Uważam, że jestem bardzo wrażliwa, czasem nawet za bardzo. Potrafię przepłakać całą noc, gdy przeczytam artykuł, że ktoś znęcał się nad psem. Gdy poznałam historię Kamila z Częstochowy, nad którym znęcał się ojczym, płakałam przez cały tydzień. Nie potrafię pogodzić się ze złem, nienawiścią, gwałtem, cierpieniem. Ale śmierć mnie nie boli, wręcz nie rusza. Gdy czytam historię, że ktoś zabił człowieka, dziecko lub zwierzę, ale stało się to szybko i bezboleśnie, to w ogóle nie wzbudza to we mnie emocji.
Chciałabym się dowiedzieć, dlaczego tak mam, bo zdaję sobie sprawę, że nie jest to normalne, a przynajmniej nie powszechne.
lodowatawata Odpowiedz

A nie czujesz tęsknoty za kimś? Że już nie możesz ich zobaczyć, przytulić, porozmawiać? Nie brakuje ci ich? Bo to o to chodzi ludziom, którzy płaczą po czyjejś śmierci, a nie o samą smierć.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#FEgwO

Mój mąż pracuje kiedy chce, ma nienormowany czas pracy i wyszło tak, że najlepiej pracuje mu się w nocy. Od zawsze był nocnym markiem, ale nigdy mi to nie przeszkadzało – często siedziałam sobie z nim. Jednak przyszły dzieci, praca na etat i zaczęło mi przeszkadzać, że mąż gnije do 15. Najgorsze są weekendy, bo mąż snuje się po chacie do 5 rano, często przy tym budząc dzieci, a potem gdy ja idę z nimi na spacer, do zoo czy gotuję obiad, on odsypia. Już wielokrotnie robiłam z tego powodu problem i tłumaczyłam mu, że powinien się przestawić na normalny tryb pracy albo żeby chociaż kończył pracę o 1 czy 2 w nocy, żeby mógł sobie wstać o 9 czy 10. Mówiłam, że mija mu dzieciństwo naszych dzieci i nie będą z nim miały żadnych wspomnień, że i ja nie mam żadnej pomocy od niego, bo w środku nocy nie posprząta, nie ugotuje obiadu, no dosłownie nic. Jedyny plus, że odbiera czasami dzieci ze szkoły, ale to też rzadko. Ja pracuję od 9 do 15:30 i przez to nie mamy czasu dla siebie praktycznie w ogóle. Nie możemy sobie usiąść wieczorem obejrzeć filmu, bo mąż musi pracować. Kiedy mu to wypominam, to twierdzi, że on mi nie broni siedzieć ze sobą i dlaczego ja nie mogę się przestawić na jego tryb życia. Z tym że co to za życie... Okej, dobra, nie neguję, ale ciężko cokolwiek załatwić, nie widuje się rodziny, nic. Męczy mnie to strasznie.
dewitalizacja Odpowiedz

Przypomnij mu, że założył rodzinę i oprócz pracy ma się zajmować domem i dziećmi, tak samo jak Ty. Jeśli nie zareaguje, to sama sobie odpowiedz, czy odpowiada Ci życie z facetem, który układa sobie życie pod siebie, nie biorąc pod uwagę bliskich.

Postac Odpowiedz

Nie rozumiem, jak planowaliście rodzinę. Twój mąż taki był cały czas, nic się nie zmieniło. Pracuje w nocy, do 15 śpi - to może mieć całe popołudnie dla Was. Czemu nie odbiera dzieci? Czemu nie gotuje? Przecież nie śpi całą dobę. W weekendy fakt, na pewno ciężko. Ale jak snuje się do 5, a wstaje o 15 - to potrzebuje aż 10 godzin snu?
Ale ustalaliście coś, zanim pojawiły się dzieci? Czy chcesz teraz zmieniać męża, mimo że wcześniej nie zgłaszałaś zastrzeżeń?

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#uqV63

Przepadłam w jego głębokich, zielonych oczach, tak jak przepaść mogą tylko bohaterki książek dla nastolatek. Ale to nie książka, a ja nie jestem nastolatką.
Zmarnowałam na tego dupka prawie trzy lata życia! A potem kubeł zimnej wody na głowę, który się pojawił w postaci kobiety, z którą mnie zdradzał. Kobiety bardzo, bardzo w ciąży. No i koniec bajki. Ale ja nie z tych księżniczek, co płaczą, ale raczej z tych, które złamane serce leczą okładem z zimnej zemsty. Podpierdzieliłam więc go do Urzędu Skarbowego, bo dowiedziałam się, że robi przekręty. 
Teraz książę musi płacić i płacić. Proza życia. Nikt nie wie, że to byłam ja, a jeśli podejrzewają, to i tak nie mają dowodów. Zresztą donos był słuszny.
Powodzenia więc w nowej rzeczywistości, mój książę z bajki. Buziaczki.
ingselentall Odpowiedz

Tak trzymaj! Niewierne ch*je się kastruje! Brawo!

Odpowiedzi (3)
ingselentall Odpowiedz

@kanarek86 & @Siderius - po co ta spinka dup? Czy ja gdzieś napisałem, że zdradzającym babonom za samą płeć należy się dyspensa?

Zobacz więcej komentarzy (4)

#l7CTB

Męczy mnie rola tej złej. Mój mąż to bardzo ciepły, kochany człowiek. To ten typ, który zawsze pomoże, nawet kosztem siebie. Nigdy nie odmówi, nawet jeśli osoba, której wyświadcza uprzejmość, nie docenia jego pomocy. Innymi słowy: daje sobie wchodzić na głowę. Nasze dzieci też sobie z nim robią co chcą, niby go słuchają, ale kiedy są problemy, to ja jestem tym złym policjantem. Dlatego wśród znajomych i rodziny to ja uchodzę za tę złą, bo jako jedyna w naszej rodzinie jestem od stawiania granic. Kiedy mąż komuś pomagał, notorycznie sam zaczynał marudzić, że nie ma czasu już albo ktoś go wykorzystuje – i wtedy na scenę wchodziłam ja, mówiąc grzecznie, że nie mamy czasu, już dość tego itp. Kiedy jeszcze przed ślubem rodzina próbowała jakoś nami rządzić, układać życie, to też ja musiałam zdusić takie pragnienia w zarodku i grzecznie zwracać uwagę, że nie chcemy ani nie potrzebujemy cudzych rad. To dlatego to ja jestem uważana za tę problemową i wredną. Rodzina jest wobec mnie miła, ale wiem, że swoje sobie tam myślą i zapraszają nas wszędzie ze względu na mojego męża. Bo on taki dobry, pomocny, jak ktoś mu w twarz napluje, to pomyśli, że deszcz pada.

Znam swoją rolę w związku i wiem, że muszę taka być, inaczej część osób weszłaby nam na głowę. Zwłaszcza że z mężem dobrze się nam powodzi i wielokrotnie pożyczaliśmy pieniądze rodzinie na wieczne oddanie. I ja mam zasadę, że jak ktoś mnie raz oszukał, nie oddał pieniędzy, to też więcej nie pożyczę. A mąż to by oddał komuś ostatnią złotówkę i jeszcze nie domagałby się zwrotu.

Dzieci też wiedzą, że mąż zrobi dla nich wszystko i zręcznie to wykorzystują. Mąż już się nauczył, że w kwestiach zarządzania mają dzwonić do mnie. Przez to też jestem tym gorszym rodzicem, co psuje zabawę, bo nie pozwolę jechać mojej 16-letniej córce na imprezę 50 km dalej.

Męczy mnie to już, choć nie mogę wyjść ze swojej roli. Czuje się, jakbym była jedyną dorosłą osobą w domu. Nie chcę być wiecznie tą złą. Pocieszam się, że jak dzieci pójdą na studia, moja władza rodzicielska będzie mocno ograniczona i wtedy będę mogła sobie pozwolić na bycie „spoko mamą”. Jednak boję się, że to będzie już za późno i dzieci na zawsze będą miały mój obraz w głowie jako tej, która wiecznie się o coś czepiała, nie pozwalała na coś lub wymagała. I nie zrozumcie mnie źle, nie miałam wobec nich jakichś wygórowanych oczekiwań, ale pomimo tego wielokrotnie musiałam im zabronić czegoś, co bardzo chciały, a było niebezpieczne lub bardzo drogie.
Trubadur Odpowiedz

Musisz zacząć wymagać jeszcze bardziej, ale nie od wszystkich wokół, a od swojego męża. Wiadomo, że nigdy nie będzie tak stanowczy jak Ty, ale niech w końcu zacznie się starać być dla Ciebie w tym wsparciem. Musisz z nim porozmawiać i powiedzieć dlaczego ma być bardziej stanowczy i jak bardzo Ci to ulży.

Odpowiedzi (1)
ohlala Odpowiedz

Mąż nie jest po prostu dobrym człowiekiem, on jest nieasertywną kluchą.

Zobacz więcej komentarzy (12)

#VbJ2k

Było to może w 4 klasie szkoły podstawowej.

Zawsze byłam wzorową uczennicą, więc wypełniałam każde polecenie nauczyciela czy po prostu zadania domowe. Jednak pewnego razu nauczycielka powiedziała nam: „Jako zadanie domowe powiedzcie rodzicom, że ich kochacie”.

Zatkało mnie. Był to pierwszy raz, gdy nie potrafiłam wykonać zadania. Te dwa słowa nie umiały mi przejść przez gardło. Nigdy ich nie usłyszałam od nikogo z mojej rodziny, więc było to dla mnie nienaturalne. W moim domu, odkąd pamiętam, nie było czułości ani wsparcia. O emocjach nigdy ze mną nie rozmawiano, a łzy traktowano jako słabość.

Do dziś nie potrafię rozmawiać o swoich emocjach, a jakakolwiek bliskość była dla mnie niekomfortowa przez większość mojego życia.
Manna1 Odpowiedz

Rozumiem Cię doskonale. Pomimo tego, że miałam dobre dzieciństwo, rodzice nie okazywali mi uczuć. Nie było przytulasów, całusów czy miłych słów. Pomimo, że jestem po 30 nadal mam z nimi dobre relacje choć bez okazywania jakiejkolwiek czułości czy miłości. Tylko mi się to odwróciło tak że mojego męża obdarzam wręcz bezgraniczną miłością i wielokrotnie mu to mówię. On pochodzi z podobnego domu więc obydwoje dajemy sobie miłość jakiej nie mieliśmy w dzieciństwie. Postaraj się znaleźć taką osobę bo nie ma nic lepszego niż porządny uścisk pod koniec dnia.

Zobacz więcej komentarzy (3)
Dodaj anonimowe wyznanie