#ktjht

Wyznanie o tym, jaką piękną gafę strzeliłem w osiedlowym minimarkecie. 
Ze względu na ograniczoną powierzchnię sklep jest dość mocno zastawiony sprzętami. Podczas zakupów usłyszałem dochodzące gdzieś z góry:
– Czy mógłby mi pan pomóc?
Spojrzałem w tamtą stronę i krzyknąłem zdziwionym głosem:
– Gdzie pani tam weszła?!
Aż inni klienci zaczęli się oglądać.
Okazało się, że nigdzie nie weszła, po prostu pani miała 2 metry, a ja niecałe metr siedemdziesiąt, i w dodatku nie widziałem całej sylwetki. Pani miała jakiś problem ze smartfonem i podejrzewała, słusznie zresztą, że może sobie z nim poradzę.
Uprzedzając pytania Anonimowych – znajomość nie miała dalszego ciągu. Do niczego nie doszło.

#NGeZJ

Poproszono mnie w pracy o zrobienie dodatkowych badań. Poszłam, zrobiłam i po przyjeździe do domu położyłam wyniki na lodówce, żeby nie zaginęły.
Trochę czekałam na dokumenty od firmy, więc one leżały od jakiegoś czasu na tej lodówce.
Jak już dostałam dokumenty z firmy, w wolny dzień postanowiłam, że dokończę sprawę z badaniami.
Patrzę, na lodówce wyników nie ma, przepatrzyłam wszystkie możliwe miejsca w domu, gdzie ewentualnie mogłam je położyć. Nigdzie ich nie było... Już miałam jechać po duplikat, ale córka prosiła mnie o wyciągnięcie jogurtu z lodówki. Jakoś spojrzałam na drzwi tej lodówki, a dokładnie na półkę na jajka, a tam widzę, że jest paragon i jakaś kartka. Tak, to były moje wyniki z badań...

#qcbqA

Zawsze miałem się za osobę nietolerującą przemocy wobec kobiet (nawet kwiatkiem). Czasem zastanawiałem się, jak zareaguję, gdy ktoś przy mnie uderzy kobietę. W myślach strzelałem typa w pysk. Niestety od zeszłego tygodnia zmieniłem swoje podejście.
Sytuacja miała miejsce pod namiotem, nad jeziorem. Od północy przez dwie godziny napruta Grażyna wyzywała swojego partnera, że za długo pracuje, że jej nie szanuje, że bardziej od niej kocha swoją córkę, że ma ją za nic, bo ona nie pracuje. Potem doszło jeszcze, że nie ma jak, że jedyne, czego od niej wymaga, to: przynieś, podaj, pozamiataj. Chłop jej na spokojnie tłumaczy, że tak nie jest, że pojechali na biwak, że skoro ona nie pracuje, to on musi więcej zarabiać, żeby się utrzymali itp. Po dwóch godzinach, gdzie już nie słyszeliśmy własnych myśli, zaczęła krzyczeć: No uderz mnie! Pokaż, że nie masz jak!
A ja szczerze kibicowałem typowi, żeby ją pierdyknął w głupi pysk i żeby się zamknęła...
Stałem się złym człowiekiem.
Postac Odpowiedz

Pewnie by się i tak nie zamknęła.

Uzytkownik404 Odpowiedz

Trzeba było do niego później podejść z kilkoma słowami wsparcia i zaoferować pomoc, jeśli sytuacja się rozwinie w kierunku jakichś rozwiązań sądowych (np.na wypadek, jakby on w końcu zdecydował się odejść i miał zasadzone alimenty na nią).
Nie rozumiem takich bab (i piszę to jako kobieta).

Odpowiedzi (10)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#FjQkD

Czuję się jak przegryw. Damski przegryw. 26 lat i nie mam dzieci, własnego domu ani faceta. Kurde, ja się nawet w życiu nie całowałam z facetem! Zawsze byłam szarą myszą, przez większość szkoły, jak koleżanki smakowały życia, u mnie zawsze nauka stała na pierwszym miejscu, ale nie dlatego, że ja sama jakoś się kochałam uczyć, tylko rodzice naciskali. Mówiąc wprost, czuję się strasznie samotna. Nie mam znajomych, o przyjaciołach nie wspominając. Jak wygląda seks wiem tylko z filmów dla dorosłych. Jak zaczęłam chodzić na randki albo korzystać z apek, to dopiero dowiedziałam się, ile creepów chodzi po tym świecie.
To tylko takie gadanie starej panny. No cóż...
NiezbytSprytny Odpowiedz

Nie zadręczałbym się tym, samemu się żyje o wiele spokojniej, a własny dom w wieku 26 lat to byłby spory wyczyn, albo bogaci rodzice.

Postac Odpowiedz

Brak dzieci uważasz za bycie przegrywam? A w ogóle chcesz mieć dzieci?

Zobacz więcej komentarzy (4)

#Uneyk

Historia sprzed kilku lat.
Poznałam kiedyś mojego (byłego) chłopaka na imprezie. Nawet się numerami nie wymieniliśmy, po czasie poszukiwań odnaleźliśmy się i zaczęliśmy spotykać, ale nic między nami się nie działo – zależało mi na nim, nie chciałam do łóżka. Był wyrozumiały, nawet nie zachęcał, co sprawiło, że poczułam się szanowana, że nie zależy mu tylko na jednym. Minęło kilka miesięcy, zaprosił mnie do siebie przy okazji, było też jego dwóch kolegów. Przed spotkaniem zdecydowałam, że to będzie ten pierwszy raz, kiedy już sobie pójdą, a my zostaniemy sami w pokoju. Było dla mnie trochę niezręcznie, bo ich nie znałam, ale jakoś się rozwinęło  – i tu zaczyna się historia, ponieważ zaproponowali mi drinka... Graliśmy na konsoli i po pewnym łyku (czwartym) pamiętam tylko, jak wypadł mi pad z ręki, a ja zsunęłam się na bok po kanapie i zrobiło się ciemno. 
Następnego dnia obudziłam się naga i zdrętwiała, ledwo się ruszałam, a obok leżał „mój chłopak”, rozejrzałam się na boki i zobaczyłam na podłodze trzy prezerwatywy. Pytam, co się stało, chłopak powiedział: że mega się upiłam (czterema łykami drinka?bez przesady) i zaniósł mnie do pokoju, gdy przyszedł, ja sama się rozebrałam. Nigdy w życiu nie doprowadzam się do takiego stanu typu zgon czy urwanie filmu, tego drinka miałam zamiar pić całą noc, żeby być trzeźwą, bo chciałam spędzić z nim super noc, dlatego byłam w szoku, co on do mnie mówi. Udałam, że mu uwierzyłam, po czym zapytałam, skąd to, co tam leży na podłodze (trzy prezerwatywy). Przyznał, że próbował, ale ja nie chciałam (dziwne, że „pijana” wygląda, jakby wyraziła zgodę)...  Stwierdzam, że dali mi pigułkę i mnie zgwałcili. Wszystko mnie bolało i miałam zlepione włosy – myślę, że to była sperma, on zapewniał, że zwymiotowałam. Po jakimś czasie przejrzałam jego telefon i były tam zdjęcia i ja w tle, ledwo żywa, naga... Minęło tyle lat, a czasami o tym myślę, jakim cudem nie pamiętam po kilku łykach drinka, brak możliwości jakiegoś ruchu, po prostu sparaliżowana, jakbym była martwa (wnioskuje po zdjęciach). NIC, ZERO, nawet prześwitu tego, co robili i niby nawet po tym zwymiotowaniu choć trochę człowiek by wytrzeźwiał, skoro byłam niby aż tak pijana. Chciałam to tylko tu zostawić, abyście na siebie uważali, nawet na osobę, która wydaje się wam bliska i można jej zaufać... Ta noc miała być wyjątkowa. Jedynie cieszę się, że faktycznie nic nie pamiętam. 
Od tego wydarzenia przestałam ufać wszystkim – jeśli popijam drinka u znajomych, proszę, czy mogę go zrobić sama.
DeathFairy Odpowiedz

Brzmi jak typowy opis działania pigułki gwałtu. Zgłosiłaś to gdzieś? Czy oni zostali bezkarni i mogą dalej robić takie drinki innym dziewczynom?

SorryEverAfter Odpowiedz

Pewnie dorzucili Ci GHB do drinka (bezwonne, bezsmakowe; powoduje znacznie podwyższone libido i amnezję przy mniejszych dawkach, a przy większych niezwykle mocny sen). Praktycznie niewykrywalny w testach na narkotyki, jego czas wykrycia we krwi to chyba max 12h.

A to zwyrole. Szkoda że tego nigdzie nie zgłosiłaś. Rozumiem że pewnie się bałaś i nie mam Ci tego za złe. Ale więzienie by ich dobrze pokarało (o ile i tak tam nie trafili; bo bardzo możliwe, że nie byłaś jedyną ofiarą).

Na koniec - mam wrażenie, że by mi się zapaliła czerwona lampka już w sytuacji, gdy ktoś płci męskiej zaprosiłby mnie na nocowanie u niego samego w domu, a gdzie tam jeszcze z dwoma kolegami!! Myślę że na taką propozycję włosy stanęłyby mi dęba.

Odpowiedzi (4)

#dJOx1

To bardziej pytanie niż wyznanie. Od lat strasznie brzydzą mnie ludzkie wydzieliny typu mocz, smarki, ślina i tym podobne. Obsesyjnie myję ręce po każdej sytuacji, w której istnieje prawdopodobieństwo, że miałem styczność z którąś z tych rzeczy. Jednak od jakiegoś czasu to się pogarsza – po sikaniu myję ręce do łokci, podczas brania prysznica co chwilę myję ręce, bo mam wrażenie, że mogły dotknąć czegoś „zanieczyszczonego”. Jest oczywiście mnóstwo przykładów, ale nie będę wszystkich tu wymieniać. Coraz częściej myję ręce na wszelki wypadek – niby wiem, że nic nie dotknąłem, ale co jeśli podczas automatycznych czynności nie zwróciłem uwagi i jednak dotknąłem, na przykład smarkałem przed chwilą i być może dotknąłem osmarkanej części chusteczki.
Zdaję sobie sprawę, że nie jest to normalne zachowanie, ale nie jestem w stanie stwierdzić, gdzie jest granica. Stąd moje pytanie, czy na przykład w takiej sytuacji poszlibyście umyć ręce: widzicie, że ktoś nie umył rąk po sikaniu (być może nawet dotknął moczu) i odsunął krzesło, następne ja dotknąłem tego krzesła w tym samym miejscu – czy poszlibyście umyć ręce? Albo podczas sikania nie macie pewności, czy kropla moczu nie prysnęła na ubranie – czy wrzucacie je do prania?
Dużo razy słyszałem, że mocz jest sterylny, że używano go do odkażania ran i w ogóle, w takim razie dlaczego w ogóle należy myć ręce po sikaniu, bo nie bardzo rozumiem, albo na przykład kobiety po sikaniu podcierają się – czy jeżeli wiedzielibyście, że jakaś kobieta nie umyła rąk po skorzystaniu z toalety, brzydzilibyście się podać jej rękę?
Z góry dziękuję za wszystkie odpowiedzi i pomoc.
Anonimowe6669 Odpowiedz

Wyglada to na OCD (zaburzenia obsesyjno-kompulsywne)

NiezbytSprytny Odpowiedz

Jestem zdecydowanie za leniwy na takie obsesyjne doszukiwanie się brudu, ręce myję po skorzystaniu z toalety i przed jedzeniem i uważam, że to w zupełności wystarczy.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#ktnlU

Pracuję na stoku z dziećmi i często słyszę jakieś „kwiatki”, oto jeden z nich.

Zuzia (lat 5) uczyła się już skręcać na nartach. Jeździmy sobie takim slalomem i w końcu musiałem puścić ją przodem, żeby nie małpowała po mnie, tylko sama podjęła decyzję, gdzie chce jechać. Nie mogła się zdecydować, to proponuję jej, żeby jechała do mamy i taty, czyli kobiety i mężczyzny, którzy mi dziecko na zajęcia przyprowadzili. Mała oburzona patrzy na mnie z dołu i mówi, że to nie jest jej tata! OK, to do mamy i wujka... Mała stanęła i mówi zła, że to nie jest jej wujek! Zgłupiałem i pytam: „To kto to jest?”. I usłyszałem odpowiedź, która przyprawiła mnie o atak śmiechu: „Nie wiem, on tylko śpi z moją mamą!”.
Postac Odpowiedz

Jak zwykle historie o dzieciach mnie nie śmieszą, tak ta mnie rozbawiła.

Domandatiwa Odpowiedz

Cóż, czasem śmiech się człowiekowi wyrwie z zaskoczenia i nic na to nie poradzimy. Ale generalnie to bardzo nieprofesjonalne histerycznie śmiać się w takiej sytuacji.

Zobacz więcej komentarzy (1)

#G6Kps

Jesteśmy razem od 3,5 roku, kocham go, jest cudownym chłopakiem, wspiera mnie, okazuje mi dużo uczuć, nigdy nie darzyłam nikogo takim uczuciem. Uważam, że jest najlepszym chłopakiem na świecie. Kupuje mi kwiaty, robi własnoręczne prezenty, często jest szarmancki i miły. Jest bardzo czuły, przytula mnie i daje masę buziaków tak często, jak może, wie, jak sprawić, żebym się uśmiechnęła. Jest też przystojny. Mamy też podobne wartości i upodobania łóżkowe, uzupełniamy się. Wiem, że będę miała z nim dobrze i myślę, że możemy mieć wspaniałą przyszłość. Ma kilka wad – ciężko zebrać mu się do zrobienia czegoś i nieraz ma słomiany zapał, ale po czasie wraca do tego, co zaczął, nie porzuca tego całkowicie. Nie lubi pracy, najchętniej przytulałby mnie cały dzień. Boje się, że to jednak mimo wszystko nie to, że będę żałowała, że jesteśmy razem i nie spróbowałam „innych opcji”. Chciałabym czasem być wolna i móc spróbować, jak to jest w związku z innymi osobami. Ale wiem, że jeśli się rozstaniemy, to nie będzie już powrotu i boję się, że to będzie decyzja, której zawsze będę żałowała. Mam takie wahania od roku i już nie wiem co mam robić. Nie oczekuję rad, po prostu potrzebowałam to wyrzucić z siebie.
Postac Odpowiedz

Bo pewnie będziesz. Teraz jesteś młoda i chcesz się "wyszaleć". A później refleksja "ale durna byłam, zmarnowałam taki fajny związek dla kilku przygód".

Anonimowe6669 Odpowiedz

Pogadaj z kimś, może obejdzie się bez wielu lat terapii, może wystarczy jedna czy kilka wizyt u psychologa. Spróbuj ze specjalistą znaleźć powód dla którego tak myślisz, może jednak jest coś w tym związku, co Ci podświadomie nie pasuje. Jeśli rzeczywiście jest tak dobrze jak mówisz, to szkoda byłoby zmarnować tak dobrze rokujący związek z jakiegoś głupiego powodu, nie jest łatwo znaleźć odpowiednią osobę

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#nieXs

Mój chłopak wprowadził się do mnie z dwoma kotkami. Zachęcałam go zresztą do tego, żeby zwierzęta same nie siedziały u niego w mieszkaniu. Chciałam dobrze... Niestety szybko pożałowałam nieprzemyślanej decyzji. Po pierwsze: sikanie na kanapę, fotel, łóżko, pranie, koce, poduszki... Po drugie, futro fruwające po całym mieszkaniu i konieczność codziennego sprzątania. Nienawidzę ich. I niestety uczucie to narasta. Staram się, ale frustracja wygrywa. Jestem nieszczęśliwa i wiecznie wkurzona, co przekłada się niestety na konflikty w naszej relacji. Co ja mam zrobić?
Postac Odpowiedz

Koty nie powinny sikać wszędzie. Jeśli są zdrowe, to wystarczy jakiś środek na uspokojenie, bo mogą sikać wszędzie przez stres.
A sierść : niech chłopak kupi szczotkę dla kotów i codziennie je czesze. Sierści będzie mniej, ale będzie i tak.

Odpowiedzi (2)
dewitalizacja Odpowiedz

Koty instynktownie załatwiają się w kuwecie. Nie trzeba ich tego nawet uczyć. Jeśli u was sikają po całym mieszkaniu, znaczy, że prawdopodobnie znaczą w ten sposób swój teren. To częste zachowanie u niewykastrowanych samców. Zapiszcie je na zabieg i problem zniknie.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#EB9ps

W 5 klasie podstawówki na zakończenie roku szkolnego na lekcji biologii zagraliśmy w klasie w „1 z 10”, na ocenę. Ja wszystko dobrze odpowiadałam, ale mój przyjaciel obok... średnio mu szło. 
Padło polecenie, żeby wymienić trzy wirusy. Wymienił dwa, ale na trzeciego nie mógł wpaść. Chciałam mu jakoś pomóc, skoro byliśmy przyjaciółmi... Wpadłam na pomysł, żeby lekko chrumknąć, żeby sobie skojarzył chorobę świnkę.
Takiego chrumknięcia to chyba nikt w życiu nie usłyszał... Cała sala zaczęła się na mnie patrzeć, potem dopiero w śmiech. Ja cała czerwona i dostałam opier$ol od pani, a kolega i tak nie zrozumiał, jaka to była choroba i odpadł :(
Dodaj anonimowe wyznanie