#svesa

Mam 24 lata. W maju znalazłam swojego partnera martwego, był starszy ode mnie o rok. Gdy go znalazłam, siedziałam i czekałam na policję i koronera przed jego pokojem. Siedziałam tam i czekałam, aż się poruszy, zrobi jakikolwiek ruch, że jednak żyje, że to, że był zimy i sztywny, nie znaczyło, że nie żyje, że resuscytacja coś jednak pomogła. Dzień przed jego śmiercią zdałam sobie sprawę, że go kocham i chcę stworzyć z nim dom. Czekałam na weekend, żeby mu to powiedzieć, chciałam się przygotować do tego, żeby to było romantyczne.

Nadal trzymam się myśli, że do mnie napisze, zadzwoni.

#YvvjO

Zostałem zgwałcony, żeby zostać wrobiony w dziecko. Ale od początku.
W liceum poznałem pewną dziewczynę. Bardzo mi się spodobała i robiłem wszystko, żeby zwróciła na mnie uwagę. W końcu zaczęliśmy się spotykać. Powiedzieć, że byłem zakochany po uszy, to jak nic nie powiedzieć. Świata poza nią nie widziałem. Dodając do tego moją niską samoocenę oraz brak jakiejkolwiek asertywności – wpadłem w ten związek i widziałem w niej wyłącznie dobre rzeczy. Rodzice i znajomi po jakimś czasie zaczęli zwracać mi uwagę, że coś jest nie tak, ale ja to ignorowałem i ją broniłem. Nawet jej rodzice jakimiś rebusami podsuwali mi ostrzeżenia. Bardzo to zagmatwane, ale nie dam rady tego wytłumaczyć w dostępnej ilości znaków. 
Po 2 latach związku zamieszkaliśmy razem. I to był największy błąd. W tamtym momencie byłem już owinięty wokół jej palca prawie jak niewolnik. Mogę stwierdzić, że chociaż bardzo się wzajemnie kochaliśmy, to wciąż była bardzo toksyczna miłość. To ja w domu wszystko robiłem, bo dziewczyna zawsze po pracy była zmęczona i grała w gry komputerowe. Robiłem wszystko – pranie, sprzątanie, prasowanie, gotowanie. Kochałem ją i nie chciałem, żeby sobie ręce brudziła po pracy. Po kilku miesiącach mieszkania zmieniłem pracę – typowa budowlanka. I uwierzcie mi na słowo – 14 godzin pracy codziennie poza niedzielami. Przynosiłem olbrzymią wypłatę do domu, ale jedyne co robiłem po powrocie to sprzątanie. I szedłem spać. Moja partnerka w tamtym czasie się zaniedbała. Uznała, że skoro ja wszystko tak idealnie utrzymuję, ona ma mnie na smyczy, to już w ogóle przestała cokolwiek robić. Nawet ze sobą – jej higiena stoczyła się na same dno. Z tego powodu, a także mojego ogólnego zmęczenia i dyskomfortu psychicznego, nasze życie łóżkowe upadło. Zacząłem też myśleć o tym, żeby skończyć tę relację, bo dochodziło do mnie po tym czasie, jak bardzo daję się wykorzystywać. Powiedziałem jej w końcu, że dłużej nie mogę i mam zamiar się wynieść. Nie przyjęła tego dobrze. Teraz muszę wyjaśnić: byłem wtedy młody, pełen sił. I nawet kiedy spałem, moja partnerka potrafiła zadowalać się za pomocą mojego ciała. Więc często leżałem nieprzytomny po ciężkim dniu pracy, nic nie mogło mnie obudzić. Ona to wykorzystywała, żeby się mną zabawiać. I naprawdę mnie to nie budziło. Aż do tamtego dnia. Obudziłem się w momencie, jak moja partnerka mnie ujeżdżała, a ja właśnie dochodziłem, wewnątrz niej, bez zabezpieczenia. I teraz krótko – zaszła w ciążę. Dla mnie było to jak wyrok. Do dzisiaj nie potrafię opisać emocji i tego, jak się wtedy czułem w całej tej sytuacji. 
Najszczęśliwszym dniem był moment, kiedy okazało się, że poroniła. I w tamtym momencie wiedziałem, że już nigdy więcej jej nie zobaczę. Chodzę teraz do terapeuty i pracuję nad tymi traumami. Jest ciężko, ale daję radę!

#gBGpI

Jak rozpoznać prawdziwego przyjaciela?

Kiedy na trójkę przyjaciół dwoje ma fobię dotyczącą rozmów telefonicznych z obcymi, więc w skrajnych przypadkach zamawiania jedzenia kontaktują się z trzecim muszkieterem, przebywającym ponad 400 km dalej, aby wykonał przerażający telefon.

Wiem, że czytasz anonimowych.
Kochamy Cię za to, że dbasz, żebyśmy nie pomarli z głodu :*

#tFUFt

Miałem kiedyś ziomka, z którym mogłem kraść konie. Znaliśmy się od przedszkola. Przeszliśmy razem przez podstawówkę, potem wspólna gimbaza, nawet dostaliśmy się do tego samego technikum, tyle że już do innych klas. Paliliśmy razem za gówniarza pierwsze fajki, chodziliśmy na wagary, imprezy. Przez pewien czas mieliśmy nawet zespół, z którym dawaliśmy koncerty. Czego my to nie przeszliśmy...

Pewnego dnia ów ziomek oznajmił mi, że jest gejem. Przyjąłem to do wiadomości i jakoś przełknąłem. Przecież nie będę mojego nie brata odtrącał tylko dlatego, że woli facetów. Nasza relacje nie uległy zmianie. Nie przystawiał się do mnie ani nic, więc było OK.

Sytuacja, która skłoniła mnie do napisania wyznania, miała miejsce całkiem niedawno. Siedzieliśmy jak zwykle u mnie w domu i graliśmy w coś na komputerze. Mój młodszy 4-letni brat przyglądał się, jak gramy. Akurat tego dnia musiałem się nim zajmować, bo rodzice gdzieś pojechali. Sielankę przerwał nam dzwonek do drzwi. Przypomniałem sobie, jak przed wyjazdem rodzice wspominali mi coś o kurierze i paczce do odebrania, więc wziąłem pieniądze i poszedłem odebrać przesyłkę. Okazało się jednak, że nie było żadnego kuriera, tylko prawdopodobnie jakieś dzieciaki robiły sobie żarty, ponieważ po wyjrzeniu przez judasza nikogo nie zobaczyłem. Wróciłem więc do pokoju. To co zobaczyłem dosłownie wmurowało mnie w podłogę.

Mój młodszy brat pochylał się nad kroczem kumpla, który siedział na krześle ze spuszczonymi spodniami i trzymał swoją rękę na jego głowie. Nie wiem co wtedy we mnie wstąpiło, ale błyskawicznie odciągnąłem brata na bok i zacząłem napierdalać tego zwyrola czym i jak się dało. Nawet nie próbował się bronić. Gdy moja furia zmalała na sile, gość zwinął swoje manatki i rzucił się do drzwi, które udało mu się otworzyć i uciec.

Jestem teraz w kropce. Nie wiem, naprawdę nie wiem co robić. Gdy nieco ochłonąłem, wypytałem o wszystko brata. Nic mu nie zrobił. Nie zdążył. Pewnie myślał, że chwilę mi zajmie to odbieranie paczki. Chwilę, podczas której będzie mógł skrzywdzić mojego braciszka. Nawet nie wiecie jak bardzo boli, gdy ktoś, kogo uważaliście za brata w jednej chwili zmienia się w bezwartościowe ścierwo. Nikomu o tym nie powiedziałem ani nigdzie nie doniosłem. Tylko wy o tym wiecie. Mimo całej swojej nienawiści do tego człowieka, nie potrafię pójść i go wydać. Nie pytajcie czemu, bo sam nie znam odpowiedzi na to pytanie.

#FCvKa

Wychowałam się w malutkim mieszkaniu z dwójką młodszego rodzeństwa, chorą babcią oraz zapracowanymi rodzicami. Naszą trójką nikt się nigdy specjalnie nie interesował, a jeśli młodym było czegoś trzeba, przeważnie to ja musiałam o nich zadbać, włączając w to organizowanie zabaw, pomoc w zadaniach domowych czy opiekę podczas choroby. I właśnie o chorobie będzie moje wyznanie.

W klasie maturalnej poznałam swojego obecnego chłopaka, z którym przez pierwszy rok byliśmy w związku na odległość. Pewnego razu pojechałam do niego na weekend, problem w tym, że tego samego dnia koszmarnie się rozchorowałam – gorączka, kaszel, zatkany nos, ogólne osłabienie. Ponieważ zostałam nauczona tego, by nikomu nie robić zbytniego kłopotu, po prostu położyłam się do łóżka i pilnowałam, żeby nie zarazić mojego lubego. Kiedy jego mama wróciła z pracy, podniosłam się, żeby się z nią przywitać. Ona popatrzyła na mnie, wytrzeszczyła oczy, po czym kazała mi natychmiast wracać pod kołdrę, a sama przygotowała inhalacje, zimne ręczniki na czoło, zestaw leków i razem z moim chłopakiem nieustannie mnie doglądali, pilnując, bym zawsze miała pod ręką gorącą herbatę z miodem. Widząc jej zaangażowanie, rozpłakałam się jak dziecko i ani ona, ani mój luby nie byli w stanie mnie uspokoić. 

Zawsze to ja musiałam opiekować się moim rodzeństwem i nikt nigdy wcześniej nie poświęcił mi tyle czasu i uwagi podczas choroby. Byłam tak zaskoczona i wzruszona, że nie mogłam wydobyć z siebie głosu.
Do dziś jestem jej mega wdzięczna za ten ciepły, opiekuńczy gest. :)

#r6ZgR

Jako 15-letni szczyl, czyli jakieś 15 lat temu, słuchałem różnych piosenek, a że coś takiego jak Spotify czy YT w telefonie to była raczej fantazja przyszłości, to słuchało się tego, co akurat się jakimś cudem miało.

Jako 15-letni szczyl nie miałem jakiegoś ulubionego zespołu, a nawet gatunku muzycznego. Uważałem, że nie będę się ograniczał do żadnego konkretnego, szukałem i zapisywałem wszystko, co mi się podobało.

Jako 15-letni szczyl siedziałem na moście kolejowym, pode mną długa droga w dół, nade mną nic poza czarnymi chmurami. I tak pogrążony w najczarniejszych myślach, z rzępolącymi słuchawkami w uszach, nieświadomy tego, że to całe złe samopoczucie, ta beznadzieja, poczucie, że jestem zerem, na pogrzebie którego nikt nie uroni łzy, stałem. Nie pamiętam, co wtedy myślałem dokładnie, ale pamiętam uczucie po podjęciu decyzji, że jak tylko wyczerpie się bateria i muzyka zamilknie, to skoczę, i czułem ogromną ulgę, radość nieopisaną słowami, że znalazłem wyjście, to jakby z nieba zszedł Bóg i wskazał drogę po wolność...

Jako 15-letni szczyl siedziałem i czekałem, aż wyczerpie się bateria mojego telefonu i – tym samym dziwnym paradoksem – bateria mojego życia. Wtedy na ramieniu poczułem czyjąś dłoń, to była dziewczyna z mojej szkoły, nie znałem jej, nie widziałem nawet, jak ma na imię, ale znałem ją z widzenia. Usiadła obok, wyjęła słuchawkę z mojego ucha, włożyła sobie i uznała, że to, czego słuchałem (a nie pamiętam kompletnie, co to było), to totalny chłam. Wyjęła minijacka z mojego telefonu, wsadziła w swój i włączyła piosenkę, którą usłyszałem po raz pierwszy, a która towarzyszy mi nieustannie od tamtej pory, tak oklepane, wyjątkowe „Numb” Linkin Park. Nie miałem pojęcia wtedy, o czym śpiewa ten facet...
Po tym utworze przesłuchaliśmy jeszcze wszystkie pozostałe piosenki, które miała na telefonie, na koniec poprosiłem, żeby mi wysłała tę jedną... Ale mój telefon był rozładowany.

Jak już pewnie się domyślacie, nie skoczyłem. Poszedłem z tego mostu, na drugi dzień w szkole znalazłem tę dziewczynę wysłała mi piosnkę, i mimo że nie zostaliśmy jak w filmach przyjaciółmi, parą, a w końcu mężem i żoną, to i tak do końca gimnazjum wysyłała mi co lepsze kawałki.

Miło było mi móc napisać o tym tutaj, mając nieograniczony czas na to, by ubrać w słowa swoje wspomnienia, przemyślenia i wydarzenia z najmroczniejszych dni z mojej młodości... I to nie jest tak, że z dnia na dzień moja depresja zniknęła, ale czasem wystarczy mała iskra, mały dreszcz emocji, wyrzut dopaminy...

Jeśli potrzebujesz pomocy, poproś o nią. Warto spróbować, a zabić się zawsze zdążysz, w końcu masz na to całe życie.

#vcgzX

Pracuję z domu i czasem wyskoczę na szybko do sklepu, tak szybciutko, żeby nikt nawet nie zauważył. Kiedyś znalazłem telefon.  Szrocik taki sobie leży, szlachetnej marki Medion. Odpaliłem, widzę, że należy do jakiegoś dzieciaka, zanim zadzwoniłem pod „Mama”, padła mu bateria. Podłączyłem do ładowarki (telefon rozwalony tak, że nie chce ładować) i czekam, aż zadzwoni. Po 20 minutach dzwoni „Tata”, to mówię, gdzie mieszkam, żeby przyjechał i niestety mu nie pasuje, to umawiam się, że podjadę pod lokalny sklep i tam go podrzucę (już jestem zły, bo mam robotę). Czekam nie wiem ile czasu i szlag mnie trafia, bo on „źle pojechał” i nie wie, gdzie jest. Chłop przyjechał drogim samochodem i w lament: „Olaboga, synowi wypadł”, to mówię: „Spoko, trzymaj telefon, ja wracam do roboty”. Nagle słyszę: „Masz przy sobie portfel?”. Nie mam portfela i nie kumam, o co mu chodzi, ale po chwili widzę, że chłop trzyma 50 zł i się zastanawia, czy mi dać, bo chyba za dużo. Dał, ale potem powiedział, że nie jest pewny, czy ja tego telefonu nie ukradłem...

Straciłem czas i pieniądz, a na odchodne zostałem nazwany złodziejem.
Polecam pomagać ludziom.

#zCMRi

Właśnie dowiedziałam się, że mój kolega popełnił samobójstwo. Spokojny chłopak, zadowolony z życia, rok temu zaczął mieć obsesję, że świat jest zły i niedługo będzie wojna. Zaczął się izolować, stracił dotychczasowe zainteresowania. Siostra i rodzice próbowali przekonać go do wizyty u lekarza, ale stwierdził, że nie chce się truć lekami. W ostatnich tygodniach wydawało się, że mu się poprawiło. Odwiedzał rodzinę, wrócił na treningi, uczestniczył w komunii chrześnicy. Dwa dni po tym po prostu pojechał do lasu i się zastrzelił. Godzinę wcześniej... dodał komentarz pod zdjęciem na FB swojej siostry. Nie zostawił żadnego listu. Jego rodzina jest w szoku. Mają wyrzuty sumienia, że nie byli w stanie mu pomóc. Prawdopodobnie miał depresję z elementami psychozy. Strasznie przykre. Widziałam zdjęcie z tej komunii. Niby się delikatnie uśmiecha, ale widać, że myślami jest gdzieś daleko. Prawdopodobnie to planował, ale chciał wziąć jeszcze udział w tej uroczystości😞. Sama cierpiałam na epizody depresyjne, więc wiem, że to okropna choroba i człowiek musi chcieć się leczyć.

#mMNZd

W moim mieście zdarzył się wypadek. Niestety tak się złożyło, że znalazłam się w złym miejscu o złej porze i stałam się jedną z ofiar. W szpitalu dość szybko okazało się, że doznałam amnezji. Lekarze dają mi dość dużą szansę na odzyskanie pamięci, ale na razie wracają do mnie tylko nic nie znaczące urywki. W każdym razie powiedziano mi, że powinnam oglądać jakieś prywatne zdjęcia, zapiski itp. Siostra podpowiedziała mi, że pisałam pamiętnik. Wskazała mi odpowiedni zeszyt i zostawiła mnie samą. 
Nie pisałam w tamtym pamiętniku zbyt wiele. Głównie pisałam daty, pod którymi wklejałam jakieś rzeczy. Znalazłam np. moje wyniki egzaminów z gimnazjum, plan lekcji z liceum, bilet z koncertu Twenty One Pilots. Dotarłam w końcu do ostatniej daty (sprzed około pół roku). Nic tam nie zostało wklejone, ale za to znalazłam tekst:
„Chciałabym zapomnieć. Obudzić się następnego dnia i po prostu nic nie pamiętać”.
Naprawdę przerażają mnie te słowa. Nie mam pojęcia, co one znaczą.

Przynajmniej spełniło się moje głupie pragnienie.

#G58YY

Mieszkam w domku jednorodzinnym. Dotąd byliśmy tu jedynymi ludźmi w promieniu setek metrów, jednak niedawno koło nas dom postawiła też bardzo miła, wielodzietna rodzinka. Staramy się zrobić na nich jak najlepsze wrażenie, bo to jednak znajomość na całe dekady.
To było trzy dni temu, podczas słonecznego dnia. Poszedłem na rower i wróciłem do domu po 40 minutach cały zalany potem. Od razu zrzuciłem ciuchy i poleciałem pod prysznic. Gorąca woda szybko sprawiła, że cała łazienka zasnuła się gęstą parą, wlazłem więc na stołek i otworzyłem taki malutki lufcik, żeby zapewnić pomieszczeniu wentylację. Nieoczekiwanie przez to właśnie okienko do łazienki wleciał malutki ptaszek. Biedny wpadł w panikę i zaczął dosłownie odbijać się od wszystkich przedmiotów, w tym także i ode mnie. Zasłaniając się rękoma, usiłowałem wyjść z kabiny. Zupełnie nie wziąłem pod uwagę tego, że para wodna skropliła się na kafelkach i teraz podłoga była bardzo śliska.
Poślizgnąłem się. Runąłem z całej siły, waląc głową w kant szafki. Mam wrażenie, że na moment straciłem przytomność. Pozbierałem się jednak, pomacałem twarz. Rozcięty łuk brwiowy. Nie jakoś bardzo głęboko, ale krew leciała mocno, ściekając na wszystkie strony po moim ciele. Tymczasem jeszcze bardziej wystraszony ptaszek tłukł się właśnie w umywalce, do której wpadł po tym, jak mocno pacnął w lustro. Rzuciłem się na niego i już po chwili trzymałem przerażone zwierzątko w zamkniętych dłoniach. Przez lufcik nie dałbym rady go wypuścić, bo za wysoko. Pozostało wyjść na dwór.
Nowi sąsiedzi, do których obecności jeszcze nie zdążyłem się przyzwyczaić, właśnie delektowali się ciepłym dniem. Pan Wiesław wystawił w ogródku wielki grill. Dzieci bawiły się na trampolinie, a pani domu, wystawiwszy na dwór składany stolik, kroiła sobie cukinię na szaszłyczki.
Sielanka letniego dnia zmącona została przez energicznie otworzone drzwi sąsiedniego domu. Rodzinka spojrzała z zaciekawieniem. Z otwartych wrót wyszedł młody mężczyzna, nagusieńki tak, jak go Pan Bóg stworzył. Golas od stóp do głów utytłany był sączącą mu się z głowy krwią. Indywiduum nie przejmowało się za bardzo swoimi obrażeniami i wyszło na środek ogródka, trzymając coś w dłoniach. Następnie w epickim geście uwolniło z nich malutkiego ptaszka, który majestatycznie pofrunął ku niebiosom.

Dopiero kiedy tak sobie stałem z fujarką na wierzchu i mrużąc oczy patrzyłem, jak ptaszątko znika mi z pola widzenia, usłyszałem rozpaczliwy płacz dziecka. Najmłodszy syn sąsiadów nie wytrzymał tych emocji. Cała rodzina zamarła i patrzyła na mnie z rozdziawionymi ustami.

Od trzech dni nie wychodzę z domu. Nie mam pojęcia, co muszę zrobić, aby odzyskać ich szacunek i jakoś sensownie się wytłumaczyć. Obawiam się, że w prawdziwą wersję wydarzeń nie uwierzą. Bravo, pomóż.
Dodaj anonimowe wyznanie